5 zmian na wiosnę, które warto wprowadzić nim nadejdzie

Dopadła mnie pogodowa chandra i odliczanie do wiosny. Z jednej strony zmęczenie całą sytuacją w życiu, z drugiej ekscytacja z powodu pewnych planów, i pomysłów. Jeden dzień z przygnębieniem z powodu pochmurnego dnia, drugi dzień z obojętnością do zachmurzenia.

Pewną zimową porą myślałam, że już znalazłam swoją drogę. Trzymałam się kurczowo wytyczonej ścieżki, aż do czasu przeczytania u Natalii o wielozadaniowości. Ja się mam skupić tylko na jednym w danym momencie? Prawie równolegle postanowiłam podejrzeć statystyki bloga i szok. Przez dwa miesiące trzymania udało mi się sporo zniszczyć, a ja tylko łudziłam się, że obrana tematyka do mnie idealnie pasuje. Przebudzenie przyszło, kiedy zdałam sobie sprawę, że na przełomie lutego i marca jakieś 3 wpisy były o tym samym. Pomijając fakt powtórek, gdzie znikła ponadczasowość tekstów?

5 zmian na wiosnę

Wiem, że pisanie o zmianach jest już nudne, ale… Tym razem wkrada się do mnie coś bardziej uniwersalnego. Wpadanie w pułapkę ciągłego rozwoju jest złe, ale popadanie w zaniechanie rozwijania się też jest złe.

Zmiana w zachowaniu

Uświadomiłam sobie, że przez problemy zdrowotne popadłam w narzekanie. W ilu postach o tym wspomniałam? Było ich zdecydowanie za dużo. Poza tym szukałam też przez to wymówki, dlaczego trzymam się obranej w grudniu ścieżki, mimo że nie czuję się na niej już komfortowo. Nie mam tutaj na myśli o wychodzeniu ze strefy komfortu, a o powrocie na tory, które były podczas zakładania tego miejsca.

Zmiana wyglądu

I nie mam tutaj na myśli szablonu bloga. Owszem, marzy mi się coś nowego, ale treści są priorytetem.

Wraz z pomysłem publikowania fryzur postanowiłam zmienić uczesanie i zrobiłam keratynowe prostowanie włosów. Nic nie dzieje się bez powodu, a jednak włosy zostały bardziej kaprysem. Nie chcę rezygnować z fryzur, oczywiście. Nie chcę jednak zrobić z tego głównego tematu bloga, bo nagle za dużo jest o modzie, urodzie, pielęgnacji, kosmetykach… Te tematy są fajne, nie przeczę, ale jeżeli są w małych dawkach. Nie przez cały miesiąc coś na ten temat.

Na kwestię filmów spuszczę jak na razie kurtynę milczenia. Na wszystko w życiu przychodzi czas i nie zawsze warto robić coś na siłę. To będzie kolejny etap po tym, jak uda mi się nie zaprzepaścić tych kilku lat studiów.

Zmiana w otoczeniu

Mam okresy wpadania w zachwyt  ze zdjęć w jakimś danym klimacie. Znacie to? Wtedy zaczynam próbować i sama takie zdjęcia roić co często kończy się zniechęceniem do fotografowania. Wtedy przychodzi czas, kiedy sięganie po aparat jest złem koniecznym.

Wpadłam też aż nadto, aby nie pokazywać swojej prywatnej przestrzeni – tego, jak mieszkam. Zdjęcia stały się trochę przerysowane – bez duszy. Bawiąc się jednego dnia aparatem, odkryłam, że mogę wyjść z ustawiania wszystkiego i pokazać część swojego świata. Zaczynam na nowo zakochiwać się w robieniu zdjęć. Postanowiłam, że jeden pokój będzie na pewno moim małym studiem w częściach. Chociaż jeszcze ciągle marzy mi się zmiana koloru tapety. Ciężko wkomponować niebieski kolor w większość wizji.

Zmiana w diecie

Wraz z nadchodzącą wiosną zaczną się nowalijki, a co za tym idzie, łatwiej będzie eksperymentować w kuchni. Przyznam, że przez swoje dziwne nawyki zaniedbałam ten dział na blogu. I znowu zaczęłam szukać dla siebie usprawiedliwienia dlaczego. Zazwyczaj problemem było światło. Nawet gdzieś mi przez myśl przemknęło stworzenia czegoś na styl jadłospisu. Zainteresowani? Z tym że jest jedna tajemnica za kulisami. Mój jednodniowy jadłospis powstawałby minimum tydzień jak nie dwa.

Uwielbiam gotować, ale nie wiem, jak można się wyrobić z czterema – bardziej skomplikowanymi – daniami w jeden dzień. Więc czy jadłospis to dobry pomysł? Czy lepiej poświecić więcej czasu na jeden przepis? Czy można zrobić dwa lub trzy przepisy w poście np. pomysły na kolacje?

Nauka czegoś nowego

Właśnie to ten moment, kiedy za dużo rozwoju jest złe, ale i za mało nie służy. Z tym punktem związana jest moja chęć powrotu do tego, o czym chciałam pisać, zakładając blog na nowo. Tym razem nie zdradzę, bo będzie jak z nagrywaniem filmów.

Na poprzednim blogu już podchodziłam do tematów z grafiki, ale robiłam to bardzo nieudolnie. Tutaj też już coś miało być, ale było jeszcze bardzo nieudolne. I zdradzam tajemnice. (śmiech)

Pisząc to wszystko, uświadomiłam sobie, że niepotrzebnie uciekam od spraw związanych z organizacją. Nawet miało być coś do ściągnięcia na blogu z tym związane, ale odpuściłam i widzę tego efekt. Znikam pracować nad nowymi (starymi) pomysłami.

Navigate