Bullet journal – testowanie różnych rozwiązań

Przez wiele lat uważałam, że planowanie nie jest dla mnie. Kochałam chaos. Lubiłam życie z dnia na dzień. Od dobrego roku moje podejście uległo zmianie. Nie wyobrażam sobie nie organizować po części życia.

Szukając kalendarza, plannera idealnego trafiłam na bullet journal. Nie mam pojęcia, ile razy próbowałam swoich sił. Wszystko mnie po pewnym czasie denerwowało. Najpierw rozrysowywanie. Potem nie pasował mi żaden układ. A to kratki do mnie nie przemawiały. Bynajmniej nie byłam skłonna do eksperymentów, ale…

Prosty bullet journal nie jest zły

Wiadomo, wszystko zależy od osoby. Ja przez długi czas powtarzałam sobie, że narzędzie ma być użyteczne, nie musi być piękne. Pisząc podsumowanie lipca, pokazywałam swój bullet journal, ale w ostateczności rozrysowałam wszystko na nowo w nowym zeszycie.

Strona tytułowa to już konieczność. Po wielu próbach okazuje się, że u mnie strzałem w dziesiątkę jest zdecydowanie się na jeden kolor na cały miesiąc. Wykorzystuję również kod kolorystyczny. Jest to jednak jak na razie tylko jedna prywatna sprawa. Uwielbiam wszystkiego rodzaju rysunki, naklejki, ale nie mogą one zaważyć na praktyczności.

Długo uważałam, że bullet journal to tylko narzędzie. Myślałam, że po prostu układ bez zdobień będzie się dobrze sprawdzał. W połowie miesiąca nie miałam nawet ochoty zaglądać do plannera, a co dopiero w nim coś zapisywać. Obecnie ciężko mi nie zajrzeć kilka razy dziennie do bullet journala.

Artystyczne narzędzie do planowania

Żeby nie było wątpliwości. W moim bullet journalu nie ma żadnych kolekcji. Niczego do testowania pisaków, długopisów czy kredek. Oczywiści chcę mieć dużo rysunków i ozdobników, ale nie mają przeważać kwestii planowania.

Moje narzędzie do planowania musi sporo w sobie pomieścić. Musi być w nim miejsce na sprawy prywatne, blogowe i biznesowe. Musi pomieścić rozpisywanie codziennych zadań, obowiązki, ewentualnie przyjemności – chociaż to wolę planować na kartkach tygodniowych. Konieczne jest miejsce na notowanie pomysłów, inspiracji.

Ewolucja bullet journala

Nie wiem, czy znalazłam już metodę idealną. Stały, zawsze sprawdzający się układ. Jestem osobą, która szybko się nudzi. Mimo pokochania organizacji lubię trochę bałaganu w życiu.

Indeks

Zaczęłam od zdobywania wiedzy na tym polu i obserwacji, jak inni to robią. Ostatecznie, mimo zostawionego miejsca, zrezygnowałam ze spisu treści. Nie przekonuje mnie to jeszcze tak jak numerowanie stron. Dla mnie bullet journal ma być trochę bardziej kalendarzem, tylko z ozdobami.

Gdzie są najważniejsze rzeczy?

Stwierdziłam, że skoro zaczęłam w środku roku, po co sobie narzucać jakieś schematy. Zaczęłam tworzyć kolejny bullet journal od rozpisywania miesiąca. Nie ma nic w tym złego. Zaczynam jednak dotkliwie odczuwać brak, chociaż prostego kalendarza pod ręką, znaczy w plannerze. Żałuję też, że nie zaplanowałam sobie strony na rozpiskę celów.

bullet journal testowanie różnych rozwiązań

Nawyk rozliczenia się z tabelek

Kiedyś miałam jedną tabelkę z nawykami w zeszycie w kratkę i wcale nie czułam potrzeby jej uzupełniania. Tylko to, co naprawdę zanotować musiałam. Moje narzędzie do planowania musi być nie tylko funkcjonalne, ale i ładne. Nie mam już problemu z uzupełnianiem tabelek.

bullet journal testowanie różnych rozwiązań

Ciężko mi mówić o nawykach. Owszem fajnie jest, kiedy ciąg zakolorowanych kratek nie jest przerwany. Jeżeli coś opuszczę, macham na to ręką. Kiedyś starałam się mieć codziennie zakolorowaną każdą kratkę. Nie chcę być już niewolnikiem samej siebie. Dziury też ładnie wyglądają.

Bardzo lubię łączyć kropki stąd obserwacja nastroju. Jeżeli musicie brać jakiś lek, taka obserwacja ułatwia odczytywanie tego, jak się po nim czujemy.

bullet journal testowanie różnych rozwiązań

Ze względu na upały odpuściłam w sierpniu dodanie miejsca na zapisywanie ćwiczeń. We wrześniu chcę wrócić do aktywności fizycznej i wolę mieć dodatkowe miejsce na rozpisanie planu. Postanowiłam też poobserwować, ile zrobię kilometrów w ciągu miesiąca.

Korzystanie z tego, co jest potrzebne

Pamiętam jak na początku swojej drogi, oglądałam piękne bullet journale w Internecie. Pięknie przyozdobione. Wymyślnie rozpisane rzeczy na cały miesiąc. Łatwo w tym przepaść i zniechęcić się do tworzenia własnego systemu.

Moje początki były trochę inne niż to, co popularne. Miałam wiele porzuconych stron. Jak mogłam, wyrywałam kartkę i zaczynałam od nowa. Do mnie prostota i feeria barw nie przemówiła. Pisałam też, że projekt z sierpnia porzuciłam i zaczęłam od nowa. Tam układ mi nie odpowiadał.

Teraz kiedy wpadnie mi w oko jakiś układ, biorę kartkę i od razu go rysuję. Taką luźną kartkę dokładam do bullet journala i testuję, czy rozwiązanie jest dla mnie. Czy jest mi potrzebne. Nie rzucam się od razu do dopisania go na koniec miesiąca, czy w planowaniu w kolejnym. Sporo pomysłów wyrzuciłam do kosza, bo tylko z początku wydawał się fajne.

Eksperymenty z układami

Dlaczego rozpisałam sierpień na nowo? W praktyce okazało się, że nie potrzebuję aż tyle miejsca na planowanie dni w tygodniu. Rozpisując plan na nowo, cały tydzień rozpisałam na jednej kartce. W tym miesiącu postawiłam przetestować dwa układy. Fajnie jest poświęcić jeden miesiąc na szukanie.

bullet journal testowanie różnych rozwiązań

Oczywiście zależy mi, aby mój bullet journal był piękny, ale… On ma być ładny dla mnie a przy tym funkcjonalny. Kolejny miesiąc nie zmienia się układ, który ma pomagać w planowaniu spraw blogowych. Tym razem poświęciłam mu tylko więcej miejsca. Wiem też, że za miesiąc będzie wyglądało u mnie to tak samo. Podobnie mam z tabelką nawyków nastroju.

Myślę, że przetestuję jeszcze nie jedno rozwiązanie i układ. Jak wspominałam na początku, szybko się nudzę. W bullet journal nie muszę trzymać się jednego układu. Staram się jednak trzymać podobnej ilości miejsca na notatki dla danego tygodnia. Zmieniam tylko układ i rozwiązanie.

A Wy skusiliście się na prowadzenie bullet journalnu? Stawiacie na prostotę czy ozdabianie? Jeden kolor czy tęcza?

  • To coś nie dla mnie, ale Twoje bardzo mi sie podobają :)

    • Wierzę, sama nie byłam długo do tego przekonana. Jeszcze dopadają mnie chwile zwątpienia. :)

  • Pięknie! Mój BuJo na razie nie wygląda zbyt okazale. To raczej luźne notatki w zeszycie. Nie mam na niego za bardzo pomysłu.

  • Super, planowanie jest też dla mnie, ale nie w takim wydaniu. jak dla mnie nawet w planowaniu powinno być trochę bałaganu ;)

    • Popieram ten bałagan. :) Planuję najważniejsze rzeczy, a żeby sie nie zniechęcić potrzebuję, aby organizer był ładny. Taka dziwna jestem.

  • Ja uwielbiam planować, ale nigdy nie próbowałam z BJ! To się kupuje, czy samemu robi? Musze więcej o tym poczytać.

    • Samemu się tworzy. Bierzesz jakiś zeszyt i rozpisujesz, co jest ci w danym miesiącu potrzebne do planowania, zorganizowania się. Zajrzyj do Kasi worqshop, ona tam dużo pisze o tym systemie.

  • Najważniejsze to znaleźć swój sposób! :)) Super. Ja b. lubię planować ale przygody z BJ jeszcze nie rozpoczęłam :)

    • MNie chyba przekonało ostatecznie ozdabianie. Bez tego, jak pisał, porzucałam planowanie. :)

  • ładnie to u ciebie wygląda :) ja również ciągle szukam tego, co będzie mi najbardziej odpowiadać, ale chyba taki najprostszy wygląd do mnie przemawia najbardziej :)

  • Ja nie próbowałam swoich sił z BJ, wierna jestem happy plannerowi który od dwóch lat ma wszystko czego potrzebuję. :)Nie mówię jednak, że kiedyś nie spróbuję. Kto wie.

    • Patrzałam na niego, ale w końcu się nie zdecydowałam, bo on się, z tego, co wtedy widziałam, nie nadaje do rozpoczęcia w ciągu roku.

  • Ślicznie jest zrobiony! Jestem wielką zwolenniczką planowania :)

  • Za to właśnie BJ uwielbiam, że można testować, próbować i za każdym razem zmieniać. Podobnie jak Ty do tej pory nie przekonałam się do indeksu. Zwyczajnie nie jest mi do szczęścia potrzebny, ale rozumiem tych, którzy ochoczo korzystają. :) Dla mnie każdy miesiąc z bujo to taka metoda prób i błędów. Zawsze w trakcie wychodzi co rzeczywiście jest mi potrzebne, a co zupełnie zbędne. :)

    • Przez to, że coś mi się sprawdza, a coś nie mam czasami za każdym razem ochotę zaczynać od nowa. Nie wyrwę kartki, głupi pomysł, ale korci. Czasami zapominam zapisać, jakie zmiany mam wprowadzić i popełniam te same błędy. Cała ja.

      • :D Mam dokładnie tak samo – z wyrywaniem kartek – kiedy popełnię jakąś literówkę albo coś mi się rozmaże :D

Navigate