Dieta bezglutenowa, bo inaczej jest, kiedy coś się chce, a nie bo trzeba

Chyba dojrzałam do rozliczeń życia bez glutenu. Po pierwsze i najważniejsze na początek. Nie zrezygnowałam z glutenu z powodu kaprysu, mody czy innych podobnych fanaberii. Do tej decyzji pchnęły mnie aspekty zdrowotne, co do dzisiaj nie łatwo jest mi przełknąć.

Bo jest moment, kiedy uwielbiam eksperymentować

Przychodzi taki czas, kiedy godzina robienia śniadania nie jest dla mnie problemem, a nawet sprawia przyjemność. Nie przejmuję się kiedy nie wyjdzie mi jakiś placek. Odkładam go dla kur, a ja znowu zmieniam przepis, aby wyszedł lepszy. Nie mam ukłucia żalu, przechodząc koło fast foodów. W sklepie nawet nie sprawdzam składu niezerowych przekąsek.

Często wybieram zamiast chleba ryż, kaszę gryczaną, soczewicę… Jadam sporo warzyw. Można by pomyśleć, że mam obsesję na punkcie zdrowego odżywiania. Z powodu ilości chemii nie jadam za często gotowego chleba bezglutenowego. Wychodzi na to, że i wysoko przetworzone produkty omijam. Czy to nie wręcz wzorowe, zdrowe odżywianie?

Moment załamania

To nie jest tak, że to moment złamania zasady niejedzenia glutenu. Tego sobie nie mogę odpuścić. Ten moment załamania często jest snuciem się po domu i otwieraniem kilkanaście razy lodówki, aby w końcu na śniadanie wypić tylko herbatę. Przychodzi chwila, kiedy i deser, zamiast coś upiec, wypijam jedynie herbatę. Czytam z nadzieją składy chipsów, czekolady i innych niezdrowych rzeczy szukając czegoś, co nie ma nawet śladowych ilości glutenu.

Czy to w momencie zniechęcenia, czy eksperymentów nie mam problemów z obiadem. Na plus jest gotowanie dla rodziny. Rodzinne kolacje też są trochę wybawieniem od otwierania tylko i zamykania lodówki. Choć nie ukrywam, w momencie załamania i kolacja nie jest łatwa, nawet z rodziną. Bywają  takie momenty, kiedy muszę zrobić dla siebie coś innego, co nie jest optymistycznym obrazkiem.

Praca nad znalezieniem czegoś, co będzie pośrodku

Jestem już znudzona wpadaniem ze skrajności w skrajność. Pewnie, gdybym zrezygnowała z kaprysu z glutenu, to nie byłoby tak trudne. Przymus sprawia, że zaczynam się buntować i brakuje mi czegoś, co normalnie smakuje. Jak wspominałam przy planach na listopad – pierogi czy ciasto drożdżowe to jedne z tych barujących smaków.

Bo zawsze inaczej jest, kiedy robi się coś, bo się chce, a nie bo trzeba. Wiem, że moje podejście do braku „normalnego” jedzenia może być dziwne. Ale nawet zdrowe jedzenie może się w końcu znudzić. Warzywami można się zmęczyć, kiedy czasami nie towarzyszy im kawałek chleba. Zapiekanka w wersji wegetariańskiej jest fajna, ale tylko sama góra…

Kroki do rozwiązania problemu

  1. Rozszyfrowanie problemu

• Lubię gotować, ale… Często, kiedy coś piekę, rodzina nie chce jeść, bo boi się, że ja nie będę miała co jeść. Wiecie, jak to się kończy? Nie ważne, że coś jest smaczne, po 3 dniach ląduje w pudełku dla kur, bo już nie mogę nawet na to patrzeć.

• Brakuje mi pomysłu na to, co mogłabym zjeść. Już wspominałam, że lubię czasami wietrzyć lodówkę bez celu.

• Żołądek dogadał się z mózgiem i kubkami smakowymi. Kiedy nie wiem, na co mam ochotę, nie czuję głodu.

• Chciałabym jeść smacznie, niemonotonnie i nie spędzać za dużo czasu na przygotowywanie jedzenie, głównie śniadań.

Zabawne jest to, że nauczyłam się organizować czas, a jedzenia planować nie potrafię. Kiedy nie wiem co jeść, po prostu nie jem. Może jest jeden plus, nie sięgam wtedy, po niezdrowe przekąsi, na szybko. Ja nie mogę iść do sklepu i kupić sobie batona.

  1. Planowanie

Nie narzucam sobie ilości posiłków. Samo wyszło, że prawie zawsze są to 4 posiłki, nie są tylko ułożone w konkretnych odstępach czasu. Moje planowanie posiłków często sprowadza się do zjadania resztek, aby iść na zakupy. W takich momentach wychodzi mi zrobienie jedzenia szybciej, bo mam już w głowie ułożone, co z tego ma powstać.

Kiedy idę na zakupy, nie mam żadnej listy co kupić. Jest ten moment, że sprawdzam, czy produkty nie zawierają nawet śladowych ilości, ale tak trochę kupuję pod wypływem chwili. I nawet kiedy mam dużo składników, nie tak łatwo mi coś z tego zrobić. Wkrada się monotonia, bo coś robi się szybko. Bo nawet jeżeli dłużej, najlepiej w piekarniku, mam wtedy czas poćwiczyć.

Pomysły na ŚNIADANIE: 

• Płatki owsiane (wiadomo bezglutenowe) + mleko lub jogurt + owoce.

• Różne wariacje związane z jajkami. Chociaż omlet jeszcze mi nie wyszedł.

• Zapiekane warzywa lub podsmażone na patelni + kasza gryczana, ryż, soczewica.

• Kiedy upiekę, wybieram chleb, często z serem + warzywa jak mam. Jak mam kupny bezglutenowy – robię tosty.

Pomysły na PODWIECZOREK:

• Wafle ryżowe z miodem lub nutellą (mam czasami słabość do czekolady).

• Owoce, obecnie cytrusy w każdej ilości.

• Gotowe ciastka bezglutenowe ze sklepu. Dobrze, że u mnie nie ma sklepu, gdzie jest to dostępne w szerokim asortymencie. O ile w ogóle coś jest.

  1. Zbieranie kulinarnych inspiracji

Lubię gotować i pewnie dlatego cały czas szukam nowych przepisów. Ostatnio skupiam się głównie na śniadaniach. Głównym kryterium jest wersja wegetariańska, a nawet wegańska. Jakoś nie przepadam za mięsem na śniadanie. Chyba się już odzwyczaiłam. Jadam okazjonalnie, ale to nie jest podstawą mojego odżywiania.

Bardzo lubię zaglądać co publikuje: Jadłonomia. Poza tym szukam inspiracji w anglojęzycznych przepisach. Chociaż i tutaj wszystko się zaczyna coraz bardziej powtarzać. Najmniej problemów miałam ze śniadaniami kiedy korzystałam z gotowych jadłospisów od dr Lifestyle. Miałam obawy, ale okazały się smaczne (każdy ma inne smaki), były szybkie w przygotowaniu i sycące.

Rezygnacja z glutenu sprawiła, że mam lepsze i gorsze dni względem jedzenia. Nie mam jednak żadnych pretensji do siebie, że nie udaje mi się zawsze jeść zdrowo. Dla mnie najważniejsze jest omijanie nawet śladowych ilości glutenu i nieomijanie posiłków. Myślę, że dzięki eksperymentom znajdę coś odpowiedniego do jedzenia, głównie na śniadanie, co nie będzie mnie zniechęcać. Próbowałam już nawet, chociaż połowę przygotować dzień wcześniej… Zostawię to bez komentarza.

Jestem ciekawa, jak Wy pochodzicie do jedzenia? Podzielcie się też swoim stosunkiem do diety bezglutenowe. Ja muszę ją trzymać, ale są inne przypadki. A może sami go omijacie? Jeżeli macie fajne przepisy, też są mile widziane.

  • Basia Adam

    Fajnie ,że dajesz pomysły na jadłospis. Teraz my możemy wybrać to ,co dla nas jest dobre i nam smakuje .
    A może więcej pomysłów na codzienny jadłospis ? Jak wykonać danie ,to niech każdy sam pokombinuje .
    Podaje link do przepisu na obiadek lekko strawny
    http://wielkiezarcie.com/przepisy/makaron-razowy-z-mrozonymi-warzywami-2760538430945251438

    • Ja się nie podejmują żadnych jadłospisów. Zajrzyj do dr Lifestyle, ona jest dietetyczką i jak wspomniałam bardzo smaczne jadłospisy. Ja nie mam w tym temacie kompetencji.

  • Nie muszę przestrzegać diety bezglutenowej i nigdy tego nie robiłam ani z przymusu, ani z kaprysu. Podziwiam za wytrwałość pomimo cięższych dni. Ja nie wiem czy dałabym radę w tym wytrwać.

    • Gdybyś musiała, dałabyś radę. Inaczej nie warto.

  • PinchOfKitchen

    Ja się bardzo cieszę, że nie mam uczulenia na gluten bo wiem, że nie wytrwałabym – szczególnie, że dieta jest mi bardzo bliska bo moja mama miała celiakię i zawszę byłam pod wrażeniem tego, że potrafiła sobie odmówić (musiała) pewnych rzeczy.

    • Teraz i tak jest o wiele łatwiej niż te 15 lat temu.

  • Ja na szczęście nie muszę przestrzegać diety bezglutenowej, bo trzymanie się określonej diety wcale nie jest takie proste. Ja na co dzień staram się wybierać mądrze i odżywiać się zdrowo, ale też nie do przesady. Pozwalam też sobie na małe „grzeszki” :)

  • Ja osobiście sama wybrałam zdrową dietę, która polega na tym, że jem jak najmniej przetworzone rzeczy:) dużo warzyw, owoców, jajek..moją specjalnością są omlety, kasza jaglana na różne sposoby i inne tego typu przekąski. Teraz kiedy biorę udział w niejedzeniu sklepowych słodyczy, robię sama w domu i wychodzą świetnie, a co najważniejsze są zdrowe i też nie mają glutenu jeśli nie dodam przykładowo jakiejś mąki. Dla mnie inspiracją są różne profile na instagramie, które są bardzo kreatywne w kuchni i tworzą różne pyszności, polecam, może znajdziesz tam jakieś nowe pomysły jeśli przeszkadza Ci monotonia:)
    Pozdrawiam!

    • Muszę trochę poszukać na Instagramie. Kiedyś coś mi w oko wpadło, ale nie umiałam tam znaleźć przepisu. Wiadomo, nie zawsze jest, ale muszę poszukać. Dzięki za podsunięcie pomysłu.

  • Agnieszka

    Serio – serio, serio – nie mam pojęcia, o co chodzi z dietą bezglutenową. Zastanawiam się w tym momencie, czy gluten występuje tylko w produktach przetworzonych, czy w jakichś naturalnych też? Ni chusteczki nie wiem. Mogłabym w tym momencie przeczytać – ale mi się nie chce.

    • Nie potrzebujesz wiedzy, niech Ci się nie chce nadal szukać. A gluten znajduje się tylko w naturalnych produktach np. pszenicy, życie. Najogólniej, zboża posiadają gluten.

      • Agnieszka

        Poczytałam trochę, już mniej więcej ogarniam, o co chodzi. Fakt – nie potrzebuję, a przynajmniej nic o tym nie wiem. Ale czytam dużo informacji, które nie są mi do niczego potrzebne… ;- ) Bo gdzieś mignęła zajawka tematu. A o bezglutenofazie słyszę co chwilę, a właściwie co chwilę gdzieś czytam. Bo moje życie polega głównie na pisaniu i czytaniu od pewnego czasu, więc przemykam przez Internet tam i z powrotem, na okrągło. Może po prostu dietetyka wcale mnie nie kręci… już prędzej spławiki wędkarskie, choć nie łowię ryb;- )))

  • Słyszałam, że wyeliminowanie glutenu z diety może być korzystne w walce z alergią (nie na gluten), ale nie jestem w stanie sobie wyobrazić takiego przedsięwzięcia w naszym przypadku, gdy ulubionym jedzeniem mojego syna są kanapki, bułki, albo makaron…

    • Ja osobiście, o tym nie słyszałam. Chociaż ja się w pewnym momencie przestałam tym interesować. Zaciekawiłaś mnie tym, co piszesz.

  • Make Happy Life

    Ja od miesiąca jestem na diecie bezglutenowej. Mam problemy z tarczycą i testuje czy bez glutenu będę czuła się lepiej. Jednak nie przestrzegam tego tak surowo, jeśli w rodzynkach są śladowe ilości no to je zjem, ostatnio skusiłam sie na kawałek ptasiego mleczka. Ale to był już kryzys. Kupuję takie chrupkie pieczywo bezglutenowe, a obiady robię sama i wcale nie trzeba za bardzo kombinować. Ziemniaczki, kotlecik bez panierki, czy makaron bezglutenowy z domowym sosem, zapiekanka ze szpinakiem ;)

    • Z tego, co widzę w swoim otoczeniu — po znajomych — gluten nie ma związku z tarczycą. Różna dieta, co innego. Sama odstawiłam gluten, zanim dowiedziałam się o tarczycy. U mnie reakcja jest dość mocna nawet na śladowe ilości.

      • Make Happy Life

        Mojej bratowej znajoma miała guzy na tarczycy, przeszła na dietę bezglutenową i zniknęły. Mój lekarz mówił, że nie ma potwierdzonych badań, ale trzeba próbować wszystkiego. Że niby dieta bezglutenowa pomaga w chorobach autoimmunologicznych tarczycy. Wiadomo też, że każdy organizm jest inny. Spróbować nie zaszkodzi ;)

        • Słowo klucz „niby”. Masz rację co do tego, że trzeba próbować.

  • Uf, faktycznie sporo do zapamiętania i trzeba się trochę nagimnastykować z tą dietą. Ja jestem cienka w te klocki, po prostu staram się racjonalnie odżywiać, więc podziwiam. :*

    • Myślę, że to jest najważniejsze. Racjonalne odżywianie. :)

  • Ja przede wszystkim chciałabym jeść zdrowo! A czasem to nie wychodzi ;)

    • Ale nie miej do siebie pretensji, jeżeli to tylko czasami. Jak pisałam, u mnie też nie jest idealnie. U mnie tylko ten gluten, ale to niestety już przymus.

  • Dołączę się do grupy osób szczęśliwych, że mogą gluten. Wiem, jaka to mordęga – moja koleżanka na imprezy z nocowaniem chodzi z własnym chlebem. Zawsze chciałam posmakować, ale głupio mi, bo się boję, że nie będzie miała co jeść, także rozumiem Twoją rodzinę. :)

    • Tylko wiesz. Skoro piekę ciasto w ilości la wszystkich, to tego nie rozumiem. Mnie taka postawa najbliższych bardzo zniechęca do gotowania. Z drugiej strony, nie lubię marnować jedzenia. Jeżeli tylko ja jem coś, co przygotowane jest dla wszystkich — w końcu wyrzucam, bo mam dość.

      Jeżeli masz ochotę spróbować i poprosisz o tzw. gryza, ona będzie miała co jeść. Uwierz na słowo — to jest niedobre. Jeszcze na ciepło tak, ale na zimno nie trawię tego.

      • OK, wierzę – tak myślę, że jakby jeść taki chleb od urodzenia, to byłoby nie najgorzej. Podobnie jak z warzywami – rodzice karmią nimi od urodzenia, to lubisz, jak nie to nie.
        #mojemyśleniewieczorem :D

        • Z tym że nikt tego od urodzenia nie je. Trochę zajmuje diagnostyka problemów z glutenem. Jak czytałam blogach, dzieci tak w wieku wczesnej podstawówki, jeszcze bardziej się buntują na to niedobre jedzenie.

  • Trzymam za Ciebie kciuki! Moda na dietę bezglutenową z jednej strony jest fajna, bo jest więcej produktów i przepisów, ale z drugiej strony, wiele osób traktuje to jako wymysł, a to już jest bardzo krzywdzące dla osób, które nie mogą jeść glutenu. Koniecznie porozmawiaj z rodziną o tym jak odbierasz ich niejedzenie Twoich potraw :)

    • Masz racje. Moda pomogła, bo duża dostępność. Przez tę modę jeszcze teraz mam pewną blokadę, żeby w np. restauracji zapytać o coś bezglutenowego. Zaraz jest wzrok, że to znowu osoba z kaprysami i pewnie jeszcze więcej wymyśli, czego nie je.

      • Oj tak, gdyby wzrok potrafił zabijać… ;) Ale gdy chodzi o zdrowie – trzeba walczyć! :)

  • Trochę Ci współczuje- bo sama mam czasem ssanie na niezdrowe no i ulegam, a Ty niestety nie możesz. Chociaż z drugiej strony to bardzo dobrze- jesz zdrowo i na pewno mocno zeszczuplałaś na tej diecie :)
    A jadlomię to i ja odwiedzam :)

    • Jestem tak szczupła, że mam kilkanaście kilogramów nadwagi, tak endokrynolodzy leczyli u mnie niedoczynność tarczycy. Metabolizm u mnie jest tak rozregulowany, że nie wiem, czy jeszcze będzie działał. Kolejna miła sprawa dzięki leczeniu tarczycy. Teraz bez czegoś na trawienie życie jest bardzo trudne. Według endokrynologów moje odstawienie było fanaberią, można więc dawać leki i nie słuchać, że pacjent się coraz gorzej czuje.

Navigate