Kosmetyki, które w 2017 roku szczególnie przypadły mi do gustu

W tym roku, jak na mnie, sporo pisałam o kosmetykach. Wiele pokazywałam pochopnie. Wydawałam opinie, zanim minął miesiąc ich używania.

WŁOSY

Moja miłość do kosmetyków BIOVAX osłabła. Po przeczytaniu recenzji pokładałam w olejkach większą nadzieję. Liczyłam na ujarzmienie puchu na głowie. Pomogło tylko trochę.

Szampon firmy Gosh zainteresował mnie ze względu na kokos. Moje włosy akurat bardzo się z tym olejem polubiły. Czemu ja kiedyś tyle eksperymentowałam? Przyznam, że ten szampon stał się moim nowym ulubieńcem. Jak musiałam użyć inny kosmetyk, szybko chciałam wrócić do kokosa.

Na odżywkę Pantene zdecydowałam się bez przekonania. Moje włosy nie przepadają za odżywkami – mają zbyt lekką formułę. Jakie było moje zaskoczenie, że odżywka Pantene jest gęsta i treściwa. W połączeniu z kokosowym szamponem faktycznie działa cuda. Jak dla mnie, reklama nie kłamie.

Olejek firmy Matrix kupiłam jakoś na początku roku. Pomyślałam, że będzie fajną odmianą dla jedwabiu do włosów, którego zresztą już za często nie używałam. Olejek polubiłam już dawno, ale w obecnym składzie stał się skarbem.

Powyższy zestaw kosmetyków skutecznie ujarzmia puch na moich włosach. Gdyby jeszcze chciało mi się układać włosy po każdym myciu, powiedziałabym, że to tańsza i szybsza wersja keratynowego prostowania. W końcu po keratynie i pierwszym myciu już nie miałam prostych włosów.

TWARZ

Od kilku miesięcy mam dwa ulubione kremy do twarzy. Egg mellow cream używam już prawie pół roku i dalej nie skończyłam opakowania. Przy takiej wydajności można dać 130 zł za krem. Poza tym jest małym cudotwórcą. Potrafi uspokoić oraz wspomaga gojenie różnych niespodzianek na twarzy. Krem jest lekki, dobrze się wchłania. Co najważniejsze – nie mam już wysuszonej skóry.

Krem RedBlocker używam na zmianę z poprzednim. Mimo to zauważyłam poprawę i już nie mam tak widocznych naczynek. Nie są też tak wrażliwe na zmiany temperatury.

Punktowy krem z Bioliq już polecałam. Uważam, że jest to najlepszy krem na wypryski, a wiem, co mówię. Moja walka z cerą i to, co wypróbowałam, mogłoby się stać dwoma osobnymi postami.

Po wielu poszukiwaniach czegoś, do mycia twarzy na co dzień, wróciłam do produktów Sylveco. Miałam już jeden żel do mycia, potem ten z serii Biolaven, a teraz kolejny. Żel myje mocno, ale delikatnie. Nie mam wrażenia suchej i ściągniętej skóry.

Peeling to moje nowsze odkrycie. Kiedyś często polecałam Ziaję – wersję liści manuka. Produkt Sylveco bije go jednak na głowę. Ten peeling lepiej czyści i złuszcza skórę, a przy tym jest delikatny.

Z kremami pod oczy mam różne perypetie. Główną ich wadą jest nie wchłanialność – rano ścieram zaschnięty produkt ze skóry. Miałam jeden, ale wycofali z produkcji. Floslek jest i nie jest dla mnie. Pod oczy się nie sprawdza, ale na powieki… Krem może konkurować z kroplami do oczu. Po posmarowaniu fajnie chłodzi i daje ukojenie.

W pielęgnacji ust mam swoich faworytów od dawna. Na noc lubię nakładać Carmex lub coś z Yves Rocher – aktualnie wszystko wykończyłam. A w zasadzie czemu tylko na noc? Nie lubię tego błysku na ustach. Na dzień wolę EOS – na noc jest trochę za lekki – matowy i dobrze chroni ustawa na zewnątrz.

DŁONIE

Czy ja już wspominałam, jaki mam problem ze znalezieniem dobrego kremu do rąk? Pewnie, gdyby nie cena jakieś 3 – 4 zł na ten krem, też bym się nie zdecydowała. Sam pomysł zakupu kremu przeznaczonego do twarzy, aby smarować ręce, chodził mi od dawna po głowie. Składy różnią się, w zaleście od przeznaczenia.

Krem jest treściwy i nie wchłania się za szybko. Krem stosuję na noc, w ciągu dnia tylko punktowo. Po posmarowaniu, na drugi dzień nie mam potrzeby używać nic w ciągu dnia. Skóra jest nawilżona mimo mycia, sprzątania, nienoszenia rękawiczek.

MAKIJAŻ

Testowałam w tym roku sporo tuszy do rzęs, ale zawsze wracam do L’Oreal Milion Volum Lashes. U siebie osiągam efekt sztucznych rzęs. Inne tusze były bardziej dyskretne.

Moja cera polubiła się z pudrem z Wibo. Nie wiem, jak w upalne dni, ale na co dzień dobrze matuje. Akurat strefa T dość mocno mi się przetłuszcza. Róż z Maeup Revolutionto – zakup ze względu na cenę. Jest trochę za chłodny.

A skoro makijaż to i demakijaż. Od lat moim ulubionym preparatem do demakijażu oczy jest te z Yves Rocher. Może to głupie mieć inny płyn do zmywania makijażu oczy, a inny twarzy, ale to jedyny preparat, który moje oczy tolerują. Płyn radzi sobie nawet z wodoodpornymi produktami i nie trzeba pocierać oczu.

Ostatnia w zestawieniu jest, paleta cieni kupiona ze względu na ładne opakowanie. Dobra, cienie również są ładne – choć ja używam głównie tego najjaśniejszego. Ale co najważniejsze, nie podrażnia oczu.

Tworząc zestawienie ulubieńców 2017 roku, nie podejmowałam pochopnie decyzji. Nie jest jak wcześniej, raz użyte, fajny efekt i już mówię, że kosmetyk polecam. Większość z wymienionych to już kolejne opakowania. Chyba nareszcie mogę powiedzieć, że znalazłam kosmetyki, którym przez jakiś czas będę wierna.

Navigate