Opieka nad wieloma srokami naraz

Przez wiele lat żyłam w przekonaniu, że potrafię robić kilka rzeczy naraz. Mało tego! Uważałam, że łapiąc kilka srok za ogon, wszystkim opiekuję się z taką samą dbałością. Dopiero jakoś w kwietniu tego roku, doszło do mnie, że robienie wielu rzeczy naraz naraża wiele srok na śmierć.

Co ciekawe, do pamiętnego już kwietnia, uważałam się za perfekcjonistkę. Jak ma się perfekcjonizm do robienia wielu rzeczy naraz? Dopiero zaczynam rozumieć, że nie można robić 3 rzeczy na raz i wszystkie wykonać idealnie. Kiedyś się tym nie przejmowałam, po kilku godzinach pracy stwierdzałam, że nie wyszło i wyrzucałam projekt do kosza. Co najgorsze, kiedy to było dla mnie, rzadko próbowałam jeszcze raz. Godziłam się z myślą, że się do danej rzeczy nie nadaję.

Łapanie kilku srok za ogon

Skąd u nas ta chęć robienia kilku rzeczy w tym samym czasie? Czy ich wykonanie będzie oznaczało, że potem będziemy mieli więcej czasu?

Jeszcze w marcu tego roku uważałam, że pisanie posta, obrabianie zdjęć i robienie obiadu w tym samym czasie to świetne wykorzystanie czasu. I nie byłoby to zbyt dziwne, ale siedziałam w domu, a uważałam, że moja doba z gumy nie jest. Bałam się, że jeżeli nie napiszę nic i nie obrobię zdjęć, nie będę już miała na nie czasu.

Myślenie do zadań specjalnych

Przerażające jest to, że mimo teoretycznie dużej ilości czasu, robiłam wszystko od razu i padałam wykończona. Kiedy raz zapomniałam dodać do zupy ziemniaki, ważniejsze było zadbanie o odpowiednio wykadrowane zdjęcia. Co wyszło? Zupa była smaczna, zdjęcia wyglądały dobrze oglądane przez różowe okulary, a ja? Kolejny raz zasnęłam z poczuciem, że nie wykorzystałam dobrze czasu i nie zrobiłam więcej.

Uczę się przestać łapać sroki

Gdzieś tak do kwietnia tego roku nie rozumiałam tekstowy o rezygnacji z pewnych rzeczy. Od kiedy pamiętam, wszystkie zadania uważałam za równie ważne. Nic nie było pierdołą, którą mogę sobie zostawić na później, a tym bardziej olać na zawsze.

W zasadzie już w kwietniu wspominałam o nauce organizacji. Trochę bardziej rozbudowany temat pojawił się w podsumowaniu maja. A teraz?

Określiłam sobie jasno na kartce, ile czasu mam zamiar poświęcić na daną czynność. Pisanie, robienie zdjęć, przeglądanie Internetu i wiele innych. Może tylko nie do końca wyznaczam tak zadania w swoim prywatnym czasie, ale… Podczas pracy łapię się na tym, że wyznaczone np. 25 minut zdecydowanie za szybko mija, a ja mam jeszcze dużo energii i pomysłów na dane zadanie. Kiedy wyznaczam sobie dokładny czas na komentowanie blogów, zauważyłam, że idzie mi to sprawniej, a moje komentarze są bardziej wartościowe. Poświęcam na nie więcej czasu, mimo że mam go mniej – paradoks.

Opieka nad jedną sroką w danym momencie

Już nie ma u mnie miejsca na robienie nawet dwóch rzeczy w tym samym czasie. Chociaż z drugiej strony jeszcze ciągle uczę się wykorzystywać do maksimum narzucony sobie czas na zadanie.

Moim marzeniem jest mieć nie tylko przygotowane w kalendarzu pomysły na wpisy. Chciałabym, aby one czekała grzecznie na publikację w ustalonym terminie. Przy obecnych planach miałabym jeszcze gdzie coś dorzucić, bo mam taką ochotę. Uruchamiam więc aplikację i hoduję kolejne drzewa, jakieś krzaki. Wszystko po to, aby już się nie denerwować, że czegoś nie mam na czas zrobionego.

Czuję się nie najlepiej? Mam wizytę u lekarza z różnymi konsekwencjami? Chcę spontanicznie wyjechać?

Wykonanie tego, co ważne na długo przed czasem, daje poczucie spokoju. Chociaż nie ukrywam, nie wychodzi mi to jeszcze tak, jakbym sobie to wymarzyła.

Kiedy opieka nad kilkoma srokami nie jest zła?

Są po prostu zadania, które mimo łączenia ze sobą, nie wpływają na jakość ich wykonania. Ba, nawet mogą je poprawić. Zazwyczaj jeżdżąc na rowerze stacjonarnym gram na telefonie. Jakie jest moje zdziwienie, ile robię przez 15 minut kilometrów, bo skupiam się na grze. Nogi potem tylko trochę bolą. Lubię też słuchać podcastów, kiedy gram. Już kilka raz tak się zasłuchałam, że bezwiednie przeszłam rundę.

I jako przeszła fanka robienia kilku rzeczy naraz, polecam Wam przemyślenie, czy warto tak robić, o ile tak działacie. Po zmianie doświadczyłam na sobie, że wielozadaniowość wcale nie oszczędza nam czasu. Wręcz odwrotnie! Łapie kilku srok za ogon pożera więcej tego czasu na każde zadanie z osobna. Skupiając się na jednym, wykonuje się to w 5 minut. Rozpraszając uwagę na kilka zadań, coś może zająć nawet 20 minut.

Jaka jest Wasza relacja ze srokami? Zajmujecie się tylko jedną czy wolicie całe stadko od razu?

Sponsorem tekstu są ostatnie wydarzenia w moim życiu. A precyzując, nauka zarządzania kryzysami, które zdarzają mi się zdecydowanie za często i muszę nauczyć się z nimi żyć. Czasami wroga trzeba polubić, bo nie można go opuścić.

  • Jola,na twoim blogu czuć nowa świeżość w tekstach. Gratuluje ci. Bardzo istotny problem poruszylas – wielozadaniowość, potocznie mowie o tym „nakurwianie” w konsekwencji powoduje frustracje i nas przemecza. U mnie macierzyństwo dytkuje warunki – ostatnio odpuscilam sobie dosłownie wszystko: dlaczego? Padał na pysk z wycieńczenia i psychicznie i fizycznie. Jutro jade z dala od dzieci i męża. 2 dni z własnymi myślami. Sadze,ze do doskonały moment,aby ustalić strategie na kolejek dni :)

  • Ja to zawsze chciałabym łapać kilka na raz. Staram się pilnować jednak, aby w danym momencie robić jedną rzecz i na niej się skupiać. Staram się też wyznaczać priorytety, aby zminimalizować ilość srok :)

    • Przyznam, że z priorytetami mam jeszcze problem. Nie wiem, co powinno być najważniejsze, a co mogę sobie odpuścić. Czeka mnie jeszcze dużo nauki.

      • Jako dusza perfekcjonistki sama czasem mam problem, ale z drugiej strony wiem już, na czym się skupić. Czasem tylko trudność sprawia mi odpuszczenie sobie czegoś na rzecz innej, ważniejszej sprawy, bo chciałabym, aby wszystko było tip top, bo jak to czegoś nie poprawić, skoro wiem, że coś jest nie tak? = łapanie wielu srok za ogon :)

  • Ja z kolei nie potrafię robić jednej rzeczy, muszę robić ich kilka naraz i wtedy działam najlepiej. Oczywiście bez przesady, ale te 2-3 zadania w jednym czasie się u mnie sprawdzają. Gdy robię jedną rzecz zawsze rozciągam to niesamowicie w czasie, z kolei robiąc kilka naraz mam to poczucie, że nie mam czasu na zbyt wolne działanie :)

    • A próbowałaś wyznaczać sobie konkretną ilość czasu na dane zadanie? Tylko nie patrząc na zegarek, a mając jakąś aplikację np. do metody pomodoro lub minutnik. Sama pisałam w maju o aplikacji, właśnie o hodowli drzew, która odlicza mi np. 25 minut, bo tylu ustawiam i wtedy nie rozwlekam danego zadania.

      • Może faktycznie taka metoda by poskutkowała, tylko mi wielozadaniowość nie przeszkadza w życiu ani troszkę :) oczywiście staram się łączyć zadania, które można połączyć tak, aby nie zawalić żadnego :)

        • Po tym, co piszesz, myślę, że ja nie umiałam dobierać zadań, które można połączyć. U mnie to były raczej skrajne połączenia jak robienie obiadu i obrabianie zdjęć. Dobrze, że chociaż chodzenie było na jednym poziomie, a nie po schodach.

  • Oj, ja ciągle właśnie się z tym zmagam i co jednej sroce odpuszczę, to już trzy inne chwytam i tak w kółko ;)

  • ojjj to coś dla mnie ;)

  • U mnie stanowczo bardziej sprawdza łapanie za ogon jedenj sroki, rozprawienie się z nią i dopiero złapanie drugiej ;).

  • Z łapania kilku srok za ogon już się wyleczyłam. Można się tylko sfrustrować i doprowadzić się do granicy obłędu. Moją zmorą jest teraz zostawianie wszystkiego na ostatnią chwilę. Potem – gdy termin już dyszy mi na plecach – pluję sobie w brodę, że nie rozłożyłam ciężaru na dłuższy czas.

    • Ten grzech z zostawianiem na ostatnią chwilę prześladował mnie nawet na studiach, nie tylko w szkole. Chociaż i na poprzednim blogu było coś pisane dzień przed. Dopiero teraz, uczę się, aby jakoś rozplanować pracę.

  • Też nad tym pracuje i w domu i w pracy, chociaż niestety w pracy jest to bardzo ciężkie, bo nie zależy tylko ode mnie, ale też od ludzi, a ja jakoś nie umiem ich ogarnąć. Przyznam szczerze, że zanim miesiąc temu nie zaczęłam trochę czytać o organizacji nie miałam nawet świadomości, że właśnie to przerywanie, aby odpowiedzieć na maila, bo ktoś przyjdzie, bo coś tam, coś tam…
    Z blogiem zresztą też tak miałam. Chciałam zaplanować wpisy na czerwiec i od czerwca zacząć, ale nie wytrzymałam napięcia i opublikowałam sporo wcześniej.

    • Ja sobie też na czerwie zaplanowałam wpisy, ale jeszcze nie wszystkie są dopracowane. Te jednak, które już są napisane, też trochę mnie korci, aby wcześniej opublikować, ale… Walczę ze sobą, bo wiem, że za dużo wpisów od razu to niedobry pomysł plus potem będę pisała na ostatnią chwilę, bo zrobi się pustka.

  • Tak, to ważne skoncentrować się na jednej rzeczy

  • Staram się ograniczać wielozadaniowość, ale kiedy ma się sporo obowiązków na głowie i chce się spełniać swoje pasje to raczej jest ona nieunikniona. Staram sie dobierać zajęcia tak aby nie kolidowały ze sobą i żebym była we wszystkim efektywna :)

    • Po przeczytaniu książki Oli Budzyńskiej nie wiem, czy wielozadaniowość jest czasami nieunikniona. Wydaje mi się, że to my sobie tyle narzucamy i tylko szukamy wymówki, aby powiedzieć sobie, że to dobre.

  • Dokładnie, wielozadaniowość tylko pozornie może się okazać oszczędnością czasu. Często się o tym przekonuję, a mam tendencje do łapania za ogon całego stada srok. Nauka skupiania się na jednej rzeczy, którą w danym przedziale czasowym się zajmuję, nie jest łatwa…

    • Potwierdzam, nie jest. Dla mnie pomocna jest aplikacja, która odlicza mi określony czas. Czasami mam jeszcze rozpraszacze, ale to bardzo pomaga skupić się na tej jednej rzeczy w danym czasie.

  • Z reguły wolę skupić się na jednym zadaniu i wykonać je dobrze, niż robić wiele rzeczy na raz, ale słabiej. W praktyce nie zawsze wychodzi, bo okazuje się, że doba za krótka, a czas chciałabym poświęcić zbyt wielu rzeczom. Podcasty i audiobooki sprawdzają się w takich sytuacjach idealnie, bo można sprzątać i można „czytać”. Niestety wielu innych rzeczy nie da się robić na raz i trzeba wybierać.

  • Oj tak, zdecydowanie robienie wielu rzeczy na raz zajmuje o wiele więcej czasu! Chociaż niestety ten problem dotyczy także mnie i ciężko mi z tym walczyć – szczególnie w tedy, kiedy muszę się skoncentrować na jednym ważnym zadaniu.
    PS. Mam podobnie jak Ty jeżdżąc na rowerku, z tą różnicą, że sprawdzam mejle na bieżni :)

    • A próbowałaś wyznaczać sobie czas, ale tak, aby np. aplikacja go odliczała? Ja już tak staram się od dobrego miesiąca określać czas i przyznam, że lepiej mi idzie skupianie się tylko na jednej rzeczy.

      • Jeszcze nie, ale mam już aplikację, która mi w tym pomoże ;)

  • Kiedyś też robiłam po kilka rzeczy w jednym czasie. Dziś wiem, że to wcale nie jest dobre i nie służy produktywności, dlatego staram się wykonywać jedną naraz. Jedyną czynnością, do której lubię coś dołączyć jest prasowanie – w tym czasie zazwyczaj oglądam coś na youtube, najczęściej w języku angielskim, tak w ramach „nauki” ;)

  • Bo nam się wmawia od małego, że potrafimy być wielofunkcyjne, że najlepsza kobieta to matka polka, która jednocześnie robi obiad, bawi dziecko, prasuje i pierze… I później za przeproszeniem gówno z tego wychodzi, bo jednak okazuje się, że jak się robi wszystko, to nic z tego nie wychodzi. Albo wychodzi ale my padamy na pysk. Wielofunkcyjność jest czasami fajna, chociaż slow life też ma w sobie to coś… Więc najważniejsze to chyba znaleźć wyczucie i nie robić niczego wbrew sobie, nawet jeśli wszyscy podpowiadają nam, że powinniśmy to czy tamto…

    • Masz rację. Ta wielozadaniowość to kolejna dziedzina gdzie potrzeba złotego środka. Właśnie, nie zawsze da się łączyć zadania.

  • Miewam tendencję do robienia kilku rzeczy naraz, bywa że się w tym dobrze odnajduję. Reanimując bloga wypisałam sobie listę wszystkich rzeczy do zrobienia (no, ale tak, posegregowałam je według ważności), a później te, które uważałam za równie istotne, a co więcej wymagały więcej czasu np. zmiana kategorii starych wpisów, obrabianie zdjęć, które chciałam wykorzystać, ustawianie widgetów, czy projektowanie logo robiłam równocześnie. Zajmowałam się jedną rzeczą do momentu zmęczenia nią i leciałam następną, potem wracałam i tak cały czas skacząc. Uważam jednak, że w tym przypadku świetnie mi to robiło, bo cały czas zajmowałam się czymś i praca cały czas szła naprzód chociaż bywałam zmęczona danymi czynnościami.

Navigate