listopad 2016

Listopadowa notatka: zakupy, plany, cele, wyzwania…

Różnie już podchodziłam do rozliczeń miesiąca. Bo to nie jest tak, że ja robię to na siłę.  Jak każdy, szukam swojej formy przekazu. Pierwszy tego typu wpis był typowym – tu i teraz. W kolejnym zaczepiłam też o cele. W obu wpisach trochę brakowało mnie. Nie chciałam rozbijać tego na 2 osobne, a w zasadzie na kolejne, dodając zagadnienia. Są inne tematy, a nie tylko rozliczenia, plany i kosmetyki.

W jednym z wrześniowych wpisów już przemycałam pewne plany, ale… Mam wrażenie, że gdzieś to umknęło. Z mojej strony nie było to też jasno napisane. Nie było żadnych deklaracji.

Pewnie już zauważyliście, że wpadłam na ścieżkę planowania. Pamiętam, w zeszłam roku po powrocie z wakacji, obiecałam sobie, że od teraz planuję co najważniejsze. I co? Musiał minąć prawie rok, aby dotarło do mnie, jakie płyną z tego korzyści. Nie jestem zwolenniczką nadmiernego planowania, ale życie z dnia na dzień nie pozwala mieć więcej czasu, a tym bardziej, mniej stresu. Planując ważne rzeczy, potrafię skupić się na drobnostkach i cieszyć tym, co się właśnie dzieje.

Kosmetycznie

listopad 2016

Kiedyś już na blogu wspominałam, że jeszcze nie znalazłam swoich ulubieńców kosmetycznych. Jest kilka produktów, które skradły mi serce i na pewno do nich wrócę, ale akurat  w dziale mycia twarzy nic nie mam.

• Sylveco tymiankowy żel do twarzy. Miałam przed jego zakupem pewne obawy. Moja cera różnie reaguje na naturalne kosmetyki. Tym bardziej że mam problem z Atopowym Zapaleniem Skóry. Staram się kupować typowo do tego problemu kosmetyki, ale nie wszystkie się sprawdziły. Cerą rządzą też trochę hormony i ciężko to ze sobą pogodzić. Na razie jestem zadowolona z zakupu.

• Ziaja pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom. Wiem, że może to trochę do powyższych problemów ze skórą nie pasować, ale każda potrzebuje dobrego oczyszczania. Próbowałam kilka peelingów enzymatycznych, nie stałam się fanką i przestałam szukać fajnego. Ta pasta działa cuda. Oczyszczanie jest naprawdę głębokie, ale delikatne zarazem. Nie mam też po myciu wysuszonej skóry. To jest lepsze niż wszystkie peelingi, jakie miałam do tej pory, a miałam dużo.

Nauka

Skłamałabym, że pomysł na naukę czegoś narodził się po wakacjach. Moje rozmyślania zaczęłam już w maju. Nawet rozważałam znowu zostać studentką. Moje zainteresowania okazały się poza finansowym zasięgiem. Obecnie zastanawiam się nad czymś związanym fotografią i tworzeniem stron Internetowych. Druga opcja to może być nauka w domu, pierwsza już niekoniecznie. Obawiam się, że pokonają mnie dojazdy, jeżeli nawet znajdę jakiś kurs. Autobusy wycofują na potęgę.

• „Finansowy ninja” Michał Szafrański. Ja się nie skusiłam, ale osoba w mojej rodzinie. Pierwsze strony czytałam, resztę nadrobię, jak dostanę książkę. Początek jednak był dla mnie trochę nudny. Z jednej strony to sporo oczywistych, logicznych rzeczy. Z drogiej, rodzice wpoili mi pewne zasady i to, co przeczytałam, było tylko powtórką tego, co już wiem. Czekam na książkę, aby przeczytać w całości.

Wyzwania

Eksperymenty w kuchni. Mam pewne plany, nie mam tylko jeszcze odpowiedniej ilości przepisów. Dobra, mam ich dużo, ale niestety,  w świecie bez glutenu nie wszystko wychodzi. Lubię spędzać czas w kuchni więc to tylko kwestia czasu, a pogoda za oknem sprzyja.

•Zrobienie pierogów. Chyba na tym chcę się głównie w tym miesiącu skupić. Znając mnie, jeżeli wyjdą, na pewno będzie to znowu autorski przepis. Przepisy na 2 chleby już mam, smaczne pewniaki. Na blogu był „chleb dyniowy”, ale o moim popisowym daniem nie będzie.

• Ciasto drożdżowe. Moje jeszcze jedno marzenie bez glutenu. Pamiętam, że raz mi wyszło. Były to czasy moich początków z eksperymentowaniem w kuchni. Nie mam już przepisu to jedno, a drugie na pewno było z jakiejś gotowej mieszanki. Nie taki mój cel pieczenia.

Jeden minus planów – nie wiem, czy one w tym miesiącu przyniosą upragnione owoce. Obiecuję sobie jednak walkę, a miałam już rzucać rękawicę.

Praca

Nie ma lania wody, a konkretne deklaracje. Zawsze jak piszę zawile i ogólnikowo nic potem mi nie wychodzi. Mam w zeszycie dokładną rozpiskę, nie powiem. Jest to jednak dla mnie i ciężko mi zliczyć ile razy kreślone.

•Facebook. Mam dziwne odczucie, że nie do końca sprawdza się to, co publikuję. Głupiej już nie mogło to zabrzmieć. Z fryzur nie chcę rezygnować, ale brakuje mi jakiejś świeżości. Wolicie posty ze zdjęciem, czy takie tylko pisane też mogą być? Swego czasu myślałam o zrobieniu tam mini bloga. Jak widać, nie wyszło. Zabrakło mi konkretnego planu.

•Kanał na YouTube. Moje małe marzenie. Nawet mam już kilka napisanych scenariuszy, ale… Nie mam czym kręcić filmów. Jestem technologiczną skamieliną. Zawsze brzmi dziwnie na obecne czasy, ale ja nie mam aparatu z funkcją kręcenia filmów. Kiedyś aparat służył do robienia zdjęć, a kamera do kręcenia filmów. Jeżeli nie uda mi się załatwić w tym miesiącu sprzętu i tak chcę pobawić się w filmiki. DIY nie zawsze potrzebuje typowej sztuki kręcenia filmów.

•Są jeszcze 2 kwestie do rozwiązania w tym miesiącu. Pierwsza z tymi kulinarnymi eksperymentami. Druga to kalendarz, o czym już w tym miesiącu (link) wspominałam. Wyniki eksperymentu trochę mnie zaskoczyły, negatywnie. Wydoroślałam i wcale mnie to nie załamuje, a pokazuje drogę dalszego rozwoju. Oficjalnie mogę powiedzieć, że w tym miesiącu zdradzę dalsze plany. Wszystko stanie się jasne wraz z publikacją kalendarza na grudzień.

Jakie Wy macie plany na listopad? Ja nieskromnie powiem, że ta forma podoba mi się bardziej. Zwłaszcza, że już np. we wrześniu ciągnęło mnie do pisania o kosmetycznych nowościach. Klasyczna „wyliczanka” była fajna, ale brakowało mi miejsca. Ciekawe jak pójdzie realizacja pewnych planów w tym miesiącu.