Od kuchni: w marcu, jak w garcu

Na początku roku plany były z publikacją podsumowań miesiąca ze zdjęciami. Chciałam się zmobilizować, do zwracania większej uwagi na dokumentowanie codzienności. W lutym miałam już ogromny problem z podsumowaniem na zdjęciach. Marzec okazał się jeszcze gorszy w kwestii ilości zdjęć.

Marzec mogę podsumować wizytami u lekarza, badaniami i ukoronowaniem go pobytem w szpitalu. Nawet jeden dzień korciło mnie udokumentować te straszne okoliczności, ale zostałam tylko przy jedzeniu. Życie alergika to trudny orzech do zgryzienia. Oczywiście dieta bezglutenowa została przyjęta, ale… Ja już myślałam, że jem monotonnie. Szpital mnie przebił. Jeżeli dobrze liczę 7 razy (w pewnym momencie już zdjęć nie robiłam) dostałam gotowanego kurczaka. Udało mi się otrzymać dwa razy kawę zbożową do śniadania i na odchodne rosół z pszennym makaronem. I w tym kurczaku nie byłoby nic złego. Gotowany tylko w wodzie nie miał smaku.

marzec 2017

W pewnym momencie składałam zdjęcia z opisem: „znajdź 7 różnic”. Chleb pomijam, ale tego kurczaka długo nie zapomnę. Były też podejrzane wędliny. Jeżeli poczytacie składy, dużo dziwnych dodatków możecie znaleźć. Trzeba uważać, niestety. Chociaż hitem chyba będzie dżem niedosłodzony. Pierwsze miejsce w składzie to cukier, drugie syrop glukozowo – fruktozowy. Brawa dla producenta.

marzec 2017

Podsumowując marzec, cieszę się, że pewien etap jest już za mną. Teraz łatwo nie będzie, nie wiem, co mnie jeszcze czeka, ale taka terapia szokowa potrafi poukładać myśli. Nabrałam dystansu i dostałam kopa do działania. Wracam do Was z nowymi siłami, ale nie z zupełnie nowymi pomysłami.

Będąc w szpitalu, myślałam, że uda mi się trochę popracować, nadgonić teksty. Okazję miałam, ale zabrakło chęci. Laptop okazał się przez kilka dni moją maskotką. Przez ten czas chyba nawet udało mi się wyciszyć swój perfekcjonizm. Niby dzisiejsze podsumowanie układałam w głowie przez ten weekend, ale nie wszystko musi być idealne. W planach było pisanie trochę o przeżyciach, może innym razem. Miałam też wspomnieć o zakupach, ale nie mogę za bardzo dojść do tego, co kupowałam w marcu.

Przyznam, że ciężko po takim resecie wrócić do pisania. Nie umiem zebrać myśli. Nawet nie wiem, o czym powinnam pisać. Nie wiem jak pisać, aby zdania były zrozumiałe.

Zapraszam Was do poczytania wpisów z marca w nowym nurcie:

Dlaczego wizytówki i strony internetowe wyglądają inaczej

Psychologia kolorów

Różnica między grafiką rastrową a wektorową 

Jak stworzyć paletę kolorów? 

  • Ojejku strasznie to wygląda :/

  • Współczuję pobytu w szpitalu.Życzę dużo zdrowia. Przerażona jestem szpitalnym jedzeniem. Ostatnio miałam wątpliwą przyjemność odwiedzać kilka osób leżących w szpitalu i to jedzenie mnie absolutnie przeraża. Ja rozumiem, że są braki finansowe, że nie można się spodziewać żadnych luksusów, ale to jedzenie podawane w szpitalach jest po prostu mega niezdrowe. Żeby nie powiedzieć trujące. A ja nie jestem jakimś żywieniowym freakiem! I jak tu człowiek ma wrócić do zdrowia?

    • Dziękuję.
      Nawet teraz podczas pobytu mówiłam, że lepiej byłoby wprowadzić opłaty za jedzenie. W domu też muszę jeść, a przy tym to mi dowozili. Zastanawialiśmy się jednak czy tam pracują jacyś dietetycy, bo nie widać, właśnie.

  • Zdrowia! Bo to najważniejsze. Zdjęcia ze szpitala są przerażające i jak tutaj szybko wrócić do zdrowia. Mamy dobrych lekarzy i wyszkoloną kadrę, jednak ta cała otoczka jest mocno odstraszająca. Właśnie z podobnych powodów postanowiłam, że moja operacja odbędzie się za granicą. Ja po tygodniowym pobycie w szwajcarskim szpitalu, wróciłam do domu jak po wypoczynku w jakimś hotelu. Na śniadanie kanapeczki, owoce, warzywa, kawa, herbata, sok, jogurt, a nawet deser. Obiady wybierało się z menu, a dania były jak z restauracji. Kolacja to drugi obiad – w szpitalu jadłam najlepsze spaghetti w życiu.

    • Na onkologii z tego, co wiem, wygląda to tak samo, jak w tym Twoim zagranicznym szpitalu co chodzi o jedzenie. Ja nie narzekam, bo mogli mnie przyjąć i olać przez weekend, a jednak leki dostawałam. Weekendy wyglądają różnie. Nie było też, że np. po 16 badań nie robią. A to jedzenie? Jest, chociaż co wspominać z uśmiechem na twarzy.

  • Ale piękne te kwiatki z pierwszego zdjęcia!

  • Zawsze mnie zadziwia to szpitalne jedzenie. Niby powinno być super zdrowe – bo przecież szpital – a jest… za przeproszeniem ch***we. Nie wierzę, że nie potrafią wygospodarować trochę budżetu na dobry obiad…
    Życzę Ci dużo zdrowia i mam nadzieję, że kwiecień będzie dla Ciebie dobrym miesiącem :)

    • Nie tylko ja, ale tak jak się rozmawia ze znajomymi. W domu trzeba jeść, więc gdyby była ta minimalna opłata na jedzenie w szpitalu, byłoby inaczej.
      Dziękuję. :) Kwiecień w tym roku to święta, od razu milej na sercu.

  • Omg?! A co się stało, że szpital był potrzebny? :(
    Mam nadzieję ze już dobrze wszystko.
    Zdrówka Jola! :*

    • Wiesz, trochę problem z tarczycą plus do tego te bardziej kobiece sprawy i tak wyszło. Już mnie naprawili i jest dobrze. :)

Navigate