Rzeczy, które często posiadamy w nadmiarze

Przeprowadzka na nowe śmieci znaczy blog, oznaczała pakowanie. Może brzmi to głupio, ale skoro miało być coś nowego, trzeba było dużo spraw i rzeczy uporządkować. Patrząc na rozwój tamtych miejsc, było mi trochę przykro.

Wprowadzając się tam kilka lat temu, wszystko, co miałam to zepsuta lustrzanka i zupełny brak wiary w siebie, i swoje umiejętności pisarskie. Od tamtej pory było w moim życiu wiele remontów i czułam, że zebrałam trochę rzeczy, ale nie dopuszczałam do siebie, że już jest za dużo. Kilka nowych talerzyków, podkładki, bo na zdjęciach będą ładniej wyglądać, sztuczne kwiaty, kartki brystolu…

Podejmując decyzję o przeprowadzce, postanowiłam zrobić rachunek sumienia z posiadanych rzeczy. Czy ja naprawdę to wszystko używam? Czy te rzeczy są mi niezbędne? Mimo że to nie była fizyczna przeprowadzka, uświadomiła mi, co tak naprawdę posiadam. Dałam sobie powód do skelekcji przedmiotów. Wyimaginowana walizka okazała się tak ciężka, że sama nie dałabym rady jej przenieść nawet do pokoju obok, a co dopiero gdzieś dalej. Długo żyłam w małym bałaganie, przecież to są same „przydasie”. Przyniosłam jeden, nie za duży karton, gdzie postanowiłam pochować wszystko, co jest mi niezbędne do robienia zdjęć na blog. Na podłodze znalazłam przedmioty, których jaszcze nie używałam do zdjęć. Lepiej, nawet nie miałam pomysłu, jak je wykorzystać.

Długo zajęło mi posprzątanie. Jeszcze dłużej pozbycie się wyimaginowanego sentymentalizmu. Po uporządkowaniu wszystkiego czuję się lżejsza, chociaż jeszcze nie do końca wiem, gdzie co mam. Jeszcze zostało mi myślenie o kupowaniu nowych rzeczy, patrząc na zdjęcia innych.

Rzeczy, bez których mogę się obejść

• Ubrania i dodatki – wiem, że to kolejna dziwna sprawa, ale mam kilka ubrań, które wyglądają ładnie na zdjęciach, ale nie są wygodne. Dobrze, że chociaż biżuterię kolekcjonowałam z innych powodów niż zdjęcia do Internetu.

• Papiery i pudełka – stawiają siebie w tym świetle, nie myślę o starych rachunkach czy instrukcjach obsługi, czy tym podobnych rzeczach. Zebrała mi się pokaźna kolekcja różnych, ozdobnych papierów. 5 -6 a może i więcej bloków, a jak szukam odpowiedniego koloru, oczywiście go nie znajduję. Jeszcze więcej zmalałam różnych skrawków, a może kiedyś się przydadzą. Nieużywane jeszcze nigdy naklejki, źle się kojarzące serduszka.

• Ścierki i materiały – jak bez tego zrobić ładne zdjęcie jedzenia? Nic nie szkodzi, że w szafie pełno, przecież to używane, jak to się będzie prezentować.

• Kubki, miseczki, talerzyki – kolejna podejrzana obsesja związana ze zdjęciami do Internetu. Szklanki i kubki już się ledwo mieszczą w kuchennej szafce. Talerzyki nie wiem gdzie stawać, dobrze, że miseczki jedna w drugą wchodzą.

• Kosmetyki – zwłaszcza te kolorowe, do makijażu. Zamiast spoglądać z perspektywy przydatności, zastanawiałam się, jak będą się prezentować na zdjęciu. W pielęgnacji zachowywałam się jak sroka. Zobaczyłam coś w Internecie, muszę mieć. Swego czasu mało ważne było dla mnie, że produkt z danej półki jeszcze mi się nie skończył.

• Czasopisma – przeraziłam się, kiedy zobaczyłam ile ich mam. Niby czekały na wycięci tylko tego, co mnie interesuje, co potrzebuję, ale i tego miałam zdecydowanie za dużo. Dobra, przyznaję, człowiek szuka inspiracji, ale nawet na tym polu można przesadzić. Coraz mniej rzeczy robię na papierze, coraz więcej w formie cyfrowej. Postanowiłam zrobić gruntowne porządki i takim sposobem pozbyłam się prawi wszystkiego. Kolekcjonowałam też sporo ze względu na przepisy. Myślę, że nie muszę Wam pisać, ile z nich zrobiłam.

• Różne rzeczy do ozdabiania np. kartek. Pomysły na kartki zmieniają się u mnie jak w kalejdoskopie. Ostatnio coraz częściej przygotowuję na komputerze różne grafiki do wycięcia. Chomikowanie tłumaczyłam sobie innymi projektami. Patrząc jednak na te rzeczy, doszłam do wniosku, że owszem, pokażę Wam coś fajnego, ale z ich wykonaniem będzie ciężko. Tak pozbyłam się kolejnych zbędnych „ozdób”.

• Notesy, karteczki i tym podobne. Długo miałam małą obsesję kupowania zeszytów, notesów tylko z powodu ich okładek. Do dzisiaj większość stoi nieużywana. Trochę sobie zostawiłam, z reszty wyrwałam karki – pojedyncze zużywa się szybciej do zapisków.

A co Wy gromadzicie? Jak widzicie. Porządki można robić nie tylko w momencie tej prawdziwej przeprowadzki. Każdy moment jest dobry na rachunek sumienia.

Po zrobieniu porządków widzę, jak uzależniłam się od przedmiotów przy robieniu zdjęć. Moja kreatywność i chęć nauki techniki, zamiast rosnąć, spadała, a ja się tylko wkurzałam, że moje zdjęcia nie są takie ładne jak innych. Skoro potrafiłam kupić kosmetyki, aby ładnie wyglądały. Zrobiłam rachunek sumienia, nie tylko ze względu na blog, wena wraca.

Navigate