Nawyk, cel, przyzwyczajenie

Dobre nawyki? Przyznaję, że gdzieś do lipca tego roku byłam do tego sceptycznie nastawiona. I nie, nie chodzi o to, że wymaga to od nas mobilizacji, że musimy w to włożyć wysiłek. Nie bardzo wierzyłam w dobre nawyki, było to dla mnie coś abstrakcyjnego. Coś trochę bezsensownego do wypracowania. Kojarzyło mi się to bardziej z odkładaniem rzeczy na miejsce niż codziennym pisaniem czy robieniem zdjęć.

Pod wpływem blogów, postanowiłam spróbować z tymi nawykami, celami – dla mnie to dość podobna strefa. Chętnie poznam różnicę. Ja jednak jak laik, nie widzę za bardzo różnicy. Chyba poznanie tej różnicy mogę dopisać do celów. Nie ważne, mniejsza o szczegóły nazewnictwa. Ważna jest tutaj praca nad sobą i zmobilizowanie się do robienia czegoś częściej, niż jak nam się przypomni.

Postanowiłam poświęcić sierpień na rozpisane rzeczy, nad którymi chcę pracować. Jako że robię wiele kwestii okazjonalnie, tylko wtedy kiedy mi się przypomni, warto popracować nad ich regularnością. I tu przychodzi dylemat między nawykami a celami. Nie wszystko z listy ma stać się moim codziennym rytuałem. Chcę wyrobić w sobie odruch robienia tych rzeczy częściej niż okazjonalnie – jak mi się przypomni.

Woda z cytryną po przebudzeniu

Mam już  3 albo i 4 podejście do picia wody. Z początku dałam się omamić, że to dawka witaminy C codziennie, ale… Nie oszukujmy się, czy naprawdę ten plasterek, czy dwa cytryny zawierają jej wystarczająco dużo? Nie jestem tego pewna, ale też nie jestem w tej dziedzinie specjalistką. Nie tej witaminy C chcę przyzwyczaić swój organizm do wody z cytryną z rana. Sporo się mówi, że po nocy warto wypić szklankę wody, aby dać mu pierwszy zastrzyk nawodnienia. Czystą wodę ciężko mi się pije, jednak ten kawałek cytryny zmienia jej smak i o wiele chętniej pijam wodę.

Żeby w ciągu dnia cytryna się nie zmarnowała, zalewam ją jeszcze raz czy dwa wodą i odstawiam na jakiś czas. Po za tym też z rana. Lubię dodać do wody limonkę, pomarańczę czy jakiś inny owoc. Chodzi po prostu o ten lekki smak wody, a nie zastrzyk witaminy C.

Regularne pisanie i robienie zdjęć

Mam na tym polu wzloty i upadki. Są chwile, kiedy piszę kilka dni z rzędu, a potem znowu opadają mi skrzydełka i trochę robię to na ostatnią chwilę. Niby wyznaczoną często przez siebie, ale… Pisząc kilka, kilkanaście zdań codziennie (o, i tu mowa o nawyku) czułabym na sobie mniejszą presję.

Podobnie jest ze zdjęciami. Nie chodzi o to, aby robić coś na siłę, ale ćwiczyć. Chociaż tutaj już nie chcę mówić o nawyku, raczej o jakimś przyzwyczajeniu, czy właśnie celu. Po tym, jak zepsuł mi się czytnik kart jeszcze trudniej mi się zmobilizować. Przerasta mnie myśl noszenia za każdym razem aparatu i zgrywania zdjęć.

Więcej czasu offline

Mam głupie przyzwyczajenie, prawie w każdej wolnej chwili sięgać po telefon i bezmyślnie przeglądać Internet. Takie dziwne poczucie, że przez tę chwilę, kiedy mnie nie było, wydarzyło się coś ważnego i mnie ominęło. Gdyby takie sprawdzanie dawało jeszcze wymierne efekty. A tak? Ja się staram, niby pracuję nad czymś, a potem efekty znikają jak bańka mydlana.

Navigate