Dałam sobie pozwolenie na zmianę zdania, czyli opowieść o PIXEL KOLOR

Dzisiejszy wpis nie jest formą tłumaczenia się, a chęcią podzielenia się czymś bardzo ważnym dla mnie. Dobry miesiąc temu obiecałam sobie, że kiedy już wszystko uporządkuję, napiszę coś, w związku ze zmianą planów.

Pewnie większość z Was zna mnie jako osobę poszukującą swojej drogi. Zdecydowanie za często zmieniającą zdanie. Pod poprzednią nazwą miałam sporo wzlotów i upadków. Chęci powrotu do pisania o kosmetykach. Jednak sporą część dotychczasowego blogowego życia poświęciłam na pisanie o włosach. Przy kulinarnych tematach wytrwać nie potrafiłam. Zdecydowanie za często musiałabym kłamać, że coś jest smaczne, a w rzeczywistości poszło dla kur. Na przełomie 2016 i 2017 rok zamarzyło mi się pisać o modzie. Kiepska ze mnie modelka dlatego pojawiły się fryzury.

Strasznie to oklepane, ale tak, szpital był dla mnie takim przełomowym momentem. A w zasadzie ta chwila resetu, jaką sobie po nim w kwietniu zafundowałam. Owo wydarzenie pokrzyżowało mi plany z wcześniejszym otworzeniem własnej działalności. Miałam czas, aby zastanowić się, co ja właściwie za biznes chcę budować. Od tamtej pory poszukuję wszelkich informacji, jak budować swoją markę osobistą. Jednak czym więcej wiem, tym bardziej mnie to przeraża i czasami przerasta.

Na moim biurku cały czas leży kartka z kilkoma pytaniami:

  • Jak działałabym, gdybym miała sto procent pewności, że wszystko pójdzie po mojej myśli?
  • Gdzie widzę siebie za rok?
  • Gdzie widzę siebie za dwa, pięć, a gdzie za dziesięć lat?

W kwietniu zaczęłam analizować swoje plany, cele i oczekiwania. Chociaż już w marcu czułam, że wszystko powinno się zmienić. Zaczęłam nakreślać swoją wymarzoną wizję biznesu. Co prawda uczę się jeszcze rozłożyć swoją wizję na czynniki pierwsze, ale… Wiecie co?

W tej wizji pod żadnym pozorem nie chcę przekreślać skończonych studiów. Nie chcę zapominać o skończonym kierunku i zakopać głęboko dyplomu.

Przed studiami sporo czasu spędziłam na samodzielnej nauce związanej z grafiką. Szukałam możliwości na dalszy rozwój, na wykorzystanie tego. Na studiach porzuciłam grafikę. Na rzecz czego? Sama nie wiem. Kilka zmarnowanych lat. Po studiach byłam w takie rozsypce, że nie potrafiłam wrócić do tego, co sprawiało mi tyle przyjemności.

Długo oszukiwałam otoczenie, a w szczególności siebie, że chcę szukać pracy w kierunku studiów. Prawie każda rozmowa, nawet wzmianka, o pracy kończyła się kłótnią. A jeżeli chciałam jej uniknąć, jeszcze bardziej zamykałam się w sobie. Dopiero kiedy dostałam wsparcie od najbliższych w najbardziej szalonych planach, mogłam wprost powiedzieć o swoich rozterkach.

Że inni nie pytali, to nieważne. Ja sama siebie nie potrafiłam zapytać – co najbardziej lubię robić. Przed studiami nie wyobrażałam sobie nie poświecić kilku godzin dziennie na naukę grafiki. Po kilku porażkach – nie udało mi się załapać nawet na staż – odpuściłam sobie skupianie się na tej dziedzinie. Musiało minąć wiele lat, zanim dotarło do mnie, że porzuciłam coś, co kochałam. Po wielu miesiącach dotarło do mnie, że nie muszę ot, tak skreślać wszystkiego, co było do tej pory.

Po latach okazało się, że wielu rzeczy z grafiki muszę uczyć się od nowa. To, co kiedyś było dla mnie śmiesznie proste, stało się ledwo wykonalne. Wstydziłam się z tą moją wiedzą szukać jakichś kursów. Nawet zapomniałam, że jest tyle dobroci w intranecie do nauki. Dopiero od niedawna staram się rozwijać, uczyć. Chłonąć coraz więcej tej praktycznej wiedzy. Chociaż, mimo przerwy wpadały mi jakieś zlecenia. Proste plakaty, loga, zaproszenia, spersonalizowany kalendarz. Nigdy jednak nie musiało to być super profesjonalne.

W kwietniu, po opublikowaniu pudełka w kształcie królika zrozumiałam, że czas się spiąć i dać z siebie więcej. Ze strachu przed swoimi brakami nie chciałam iść na blogu w grafikę. Wmawiałam sobie, że pasja nie musi wiązać się z pracą. Te projekty i treści o grafice – przecież to się nie sprzeda. ZMIENIŁAM ZDANIE!

Zmiana zdania nie jest niczym złym, a obecna nazwa jest tego dowodem. Pewnie jest dużo osób, które uważają że i to mi się odwidzi, skoro reszta pomysłów skończyłam w koszu.

A z drugiej strony, co w tym złego?

Po latach przerwy i oszukiwania siebie nie chcę przestać poszukiwań. Nauczyłam się odkrywać rzeczy z głową. Testowane na sobie, zanim ujrzą światło dzienne. PIXEL KOLOR – nie jest tylko nazwą bloga, to marka, którą chcę rozwijać.

Co w związku z tym? Na blogu od tego miesiąca będą pojawiały się różne oferty, nie tylko gotowe projekty do pobrania. W kalendarzu ciężko już znaleźć miejsce na coś dodatkowego.

Po co ten wpis? Chyba udało mi się ominąć kwestie tłumaczenia się ze zmiany nazwy. Chciałabym Was przekonać, że w każdym wieku, w każdym momencie swojego życia mamy prawo do ZMIANY ZDANIA. Ja wróciłam do pasji sprzed lat, dzięki czemu nie skreślam poświęconego czasu na studia. Nie bójcie się eksperymentować i szukać swojej drogi. Ja przez zwątpienie mam sporo lat do „nadrobienia”.

Zmiany nie zawsze są fajne. Przerażają. Potrafią być bolesną nauczką i to po latach – jestem tego przykładem. Na szczęście zwykle nagroda jest warta tych kilku łez.

  • Wiele punktów mogłabym przypisać sobie :) Chociaż ja ciągle się miotam – nie potrafię wybrać czy grafika, czy fotografia czy film. Bliscy mnie wspierają i motywują, tylko ja nie czuję, że jestem na tyle dobra, aby zrobić kolejny krok. Trzymam kciuki za twoją nową drogę!

    • I to właśnie człowieka hamuje. Gdybym czekała na pewność, że jestem wystarczająco dobra, pewnie czytałabyś dzisiaj u mnie kolejny wpis o kosmetykach czy coś takiego. Warto się odważyć i jak nie sobie, to światu powiedzieć, że jest się w tym dobrym.

  • Powodzenia! Według mnie, praca, którą się kocha wykonywać, to jedna z największych radości w życiu!

  • Mam bardzo podobnie chociaż wciąż jestem jeszcze PRZED! Powodzenia! :)

  • uważam, że zmiany często są potrzebne chociaż tak przerażają, powodzenia:)

  • Świetny wpis! Naprawdę! Moim zdaniem fajnie, że się odważyłaś coś zmienić i jeszcze większy szacun, bo jest to nie pierwszy raz! W końcu znajdziesz to coś – zobaczysz! Powodzenia! Wiem na własnego doswiadczenia, że nie jest łatwo, ale opłaca się. Czasami naprawdę warto zrobić krok w tył by później wykonać dwa w przód! 😉👍

    • Mam wrażenie, że już coś znalazłam. Coś takiego, na czym mogę budować wszystko. :) Dziękuję za miłe słowa.

  • Mam tak samo :D U mnie blog miał być tylko reklamą. Miał służyć jako wizytówka w sieci. Potem stał się celem samym w sobie. Później stał się przede wszystkim polem do eksperymentów, na którym uczyłam się funkcjonowania w sieci. A teraz… teraz mógłby w zasadzie nie istnieć, ale po pierwsze byłoby mi go szkoda, po drugie, jeszcze nie wiadomo co się wydarzy, więc prowadzę go dalej :)

    • Ja muszę się trochę przestawić na cel sam w sobie. Chciałam za bardzo chamską reklamę zrobić i nawet mnie samą zaczęło to męczyć. Co do istnienia, nie chciałabym, aby przestał. Ten blog być musi, tylko muszę swoje nastawienie zmienić. Już idzie ku lepszemu.

      • No widać, widać :) I założenia masz dobre :)

Navigate