Organizacja czasu, łamię pewne utarte schematy

Nikomu nie trzeba przypominać o zbliżającym się końcu roku. Wraz z tą magiczną datą często podejmujemy różne postanowienia w tym np. organizacja czasu. Osobiście, dopiero w tym roku przekonałam się do planowania.

Naczytałam się sporo. Chłonęłam wiedzę na temat organizacji czasu jak gąbka. Były momenty, kiedy stosowałam za dużo rzeczy na raz i się zniechęcałam. Potem wprowadzałam, a w zasadzie testowałam, rozwiązania pojedynczo. Wiem, że organizacja czasu jest strasznie oklepana, ale nic nie dzieje się bez powodu. Temat nie pojawia się u mnie przez przypadek.

Organizacja czasu w wersji minimum

Miałam moment chęci zaplanowania prawie wszystkiego w moim życiu. Co dziwne, nie nauczyłam się planować rzeczy w dłuższej perspektywie czasu. Pomysły mam, ale w zasadzie nie są zapisane. U mnie nawet to minimum ciężko osiągnąć w planach długoterminowych. Może to jest właśnie ten moment, kiedy przydałby się bardziej szczegółowy kalendarz. Prosty przykład, zakładając własną działalność gospodarczą, trzeba myśleć perspektywicznie.

Jedno się nie zmieniło bez względu na łączące mnie relacje z organizacją czasu. Nie umiem planować np. spaceru. Chodzi mi o pierdoły. Z drugiej strony nie dążę do nauki tego. Raz spróbowałam przy buller journalu.  Miałam rozpisane takie rzeczy jak robienie notatek, czytanie książki i tym podobne. Przyznaję, w pierwszym miesiącu mnie to bawiło. Miałam satysfakcję z kolejnych kolorowych kratek. Kolejny miesiąc już taki różowy nie był.

Nawet miałam na blogu pisać, jak fajnie sprawdza się takie rozpisywanie. W kolejnym miesiącu zauważyłam, że za bardzo mnie to przytłacza. Że mi za bardzo zależy, aby każdy punkt danego dnia zrealizować.

Złośliwa wielozadaniowość

Dużo się mówi, że nie powinno robić się kilku rzeczy jednocześnie, ale… Nie jestem entuzjastką, aby zawsze robić tylko jedną rzecz w danym czasie . Mam momenty, kiedy wolę robić więcej na raz, bo podnosi to moją produktywność i idzie mi szybciej. Nawet mówiąc tylko o pisaniu posta, nie zawsze tylko tym się zajmuję. Spacer po pokoju, to nie oderwanie, przerwa. Czasami jednak potrzebuję zrobić coś innego, aby poukładać myśli i wpaść na odpowiedni pomysł, rozwiązanie.

Rozpraszacze mile widziane

Teraz będzie coś niepopularnego. Osobiście lubię przy pracy wszelkie rozpraszacze. Jak pisałam wyżej. Lubię odrywać się na chwilę od pracy do innych czynności, aby poukładać myśli.

Nie obrażam się na telefon. Mam go zazwyczaj blisko siebie i nawet kilka razy podczas pracy do niego zaglądam. Dzieje się to zwłaszcza w momencie blokady myśli.

Mam wyłączone Wi-Fi  lub Internet w telefonie. Przyznam, że tutaj wpisuje się w nurt pracy w skupieniu. Nie denerwują mnie powiadomienia, a fakt, że ich nie ma, pomimo otrzymania wiadomości.

Lubię pracować przy telewizorze. Nie może to być jednak byle jaki program. Najlepiej, jeżeli jest to coś, co wymaga więcej skupienia niże bezmyślne patrzenie na obraz.

Dzielę prace na 2 laptopy. Mam jeden laptop, na którym robię prawie wszystko – wyjątkiem jest pisanie. Do pisania potrzebuję tylko temu zadaniowi dedykowanemu laptopowi.

Próbowałam wyłączyć wszystkie rozpraszacze, ale wtedy udawało mi się zrobić znacznie mniej rzeczy. Kiedy skupiam się tylko na jednej rzeczy, bez czegoś, co mnie ma rozpraszać – mój mózg się męczy. W szkole, na studiach skupienie się tylko na słuchaniu było nie tylko męczące, ale mało co wynosiłam z takich zajęć.

 

Czego jeszcze próbowałam, czego się uczę przy organizacji czasu

• Planowanie dni. Jedyne co obecnie robię, wpisuję tylko najważniejsze sprawy: jakieś spotkania, terminy oddania czegoś i tym podobne. Wyznaczanie sobie czasu na pracę w kalendarzu nie zdało egzaminu. Więcej na nią poświęca, kiedy nie zapisuję, od której, do której planuję pracować.

• Priorytety. Nadal uczę się je ustalać. Nie mówię o spotkaniach, czy terminach oddania czegoś. Nie umiem ich określać, aby wszystko, co robię, było systematyczne. Czasami jest tak, że mam coś ważnego do zrobienia, ale jednak to odkładam. Potem to się nawarstwia i wracam do punktu o zmuszaniu się do pracy.

Na początku już pisałam, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Do końca roku wszystko się wyjaśni, ale… O rozterkach wspominałam już przy wpisie z kalendarzem na listopad. Jeżeli dobrze pójdzie, wszystko wyjaśni się wraz z grudniową wersją. Jeżeli powinie mi się noga, będzie wszystko jasne dopiero pod koniec roku. Mam po prostu dni, kiedy wzrok mi się buntuje i nie mogę siedzieć za dużo przed monitorem.

Navigate