Pozbywanie się zalegających ubrań

Pamiętam moment, kiedy zaczęłam narzekać, że wszystkie ubrania w szafie są mi za małe. Kiedy byłam w stanie, zaczęłam robić „porządek” w szafie. Dokładnie wrzuciłam wszystko do worka i schowałam – na może jeszcze się zmieszczę.

Potem przyszedł czas na rozstania. Przestałam wierzyć, że jeszcze wejdę w tamte ubrania. Zaczęłam walkę o pogodzenie się ze stanem rzeczy, a konkretnie z problemami zdrowotnymi. Do rzeczy, bo miało być o ubraniach.

Najzabawniejsze, że jednak przyszły czasy „na schudnę” i pewnie we wszystko bym weszła, ale… Nie żałuję, że ubrania wydałam lub wyrzuciłam. Przypomniały mi się czasy, jak ja się cieszyłam z otrzymywanych ubrań. Sporo darzyłam sentymentem i długo nie mogłam się z nimi rozstać. Już od dziecka miałam sentyment do ubrań.

Po ekscesach z tyciem, chudnięciem, sentymentem pozbywania się ubrań moje podejście do nich uległo zmianie.

PRZYWOŁYWANIE WSPOMNIEŃ

Przeglądając ubrania, w myślach przypominają mi się związane z nimi historie. Sytuacje, w których miałam je na sobie. Nie zawsze są to miłe wspomnienia.

Trochę złych wspomnień zostało mi z sentymentu. Oczywiście nie do wspomnień, te ubrania po prostu wyglądają nadal jak nowe. I nie szkodzi, że leżą głęboko w szafie. Kilka nawet nie zostało ubranych, a jednak mają już swój emocjonalny bagaż.

I niby jakiś czas temu obiecałam sobie, że nie czas na nowy rozdział, a nową książkę – ubrań jednak nie wyrzuciłam. Czasami mam wrażenie, że lubię te złe wspomnienia.

ZMIENIŁ SIĘ MÓJ STYL

Ubrania, które wydałam, nie były złe. One były bardzo ładne, ale takie dziewczęce. Miałam moment, kiedy chciała być taka elegancka. Podkreślać swoją figurę. Pokazywać kobiece kształty – jednak bez przesady. Chyba miałam wtedy przesyt kolorowymi czasopismami, w których były piękne i kolorowe panie. Chciałam być taka podobna do nich.

Z tego czasu chyba miałam najwięcej ani razu nieubranych ciuchów.

Sukienki i spódniczki są teraz na specjalne okazje. Wiem, że są kobiece, ale nie czuję się w nich komfortowo. Podobnie jest z dopasowanymi bluzkami czy bluzami. Co ciekawe, lubię eleganckie koszule i marynarki, ale do nieoficjalnej reszty.

KOLORY W SZAFIE

Miałam momenty szukania swoich kolorów. Nie koniecznie docierało do mnie, że nie wystarczy, aby mi się podobały – muszę w nich wyglądać. Potem przyszedł moment konsternacji, dlaczego moja szafa jest taka szara i nudna. Na zdjęciach te kolorystyczne zależności zawsze wychodziły mi lepiej.

W sumie dopiero po zmianie koloru włosów i ubraniu tych samych ubrań co wcześniej zrozumiałam, że wybierałam do tej pory neutralne rzeczy.

Teraz już tak pochopnie nie podejmuję decyzji przy zakupie. Nie tylko fason jest ważny, ale i kolory. Jeżeli coś mi się podoba, może zaburzać moją sylwetkę. Nie kieruję się tym przy kolorach. Nawet jeżeli coś mi się bardzo podoba, a kolor nie jest mój – nie czuję się w nim dobrze – nie kupuję.

ROZPRAWIANIE SIĘ Z POZOSTAŁOŚCIAMI

Jak już wspominałam, mam problem z ubraniami – wspomnieniami. W szafie jeszcze trochę mi tego zalega i myślę, że warto zadać sobie trochę pokrętne pytania.

  • Czy to ubranie jest odpowiednie do pisania nowej książki?
  • Czy każe mi tylko pisać kolejne rozdziały do starej książki?

Można oczywiście wpisać sobie tutaj to, co chcemy, ale… Myślę, że nie koniecznie dobrym tropem jest to,  kiedy ostatnio się w tym chodziło. Może faktycznie są ubrania, które po kilku latach z chęcią ubieramy.

Sama wyciągnęłam kilka ubrań, które musiały swoje odleżeć i znowu chętnie je noszę. Wtedy nie chciałam się z nimi rozstawać – z sentymentu. Teraz jednak nie czuję, aby one nie pasowały do nowej książki.

UNIWERSALNE UBRANIA

Z tą kategorią mam nadal spory problem. Czytuję dużo „fachowej” literatury, ale cały czas nie koniecznie umiem określić to, co jest bazą. Wiadomo, że jakieś spodnie, ale jakie? Bluzki na coś, pod coś. Bluzy bardziej dopasowane, większe, mniej czy bardziej oficjalne.

Przyznaję, że moja baza to nadal poszukiwanie. Pewnie jeszcze z tego powodu mogę mieć sporo niechcianych ubrań. Znowu mogę ich mieć za dużo. Z nimi jednak i tak będzie inaczej. Te ubrania nie będą obciążone wspomnieniami.

Najwyżej będą na „po domu”.

W CZYM CHODZIĆ W DOMU

Skoro szukam nadal swojej bazy, mam za dużo ubrań tak zwanych „po domu”. Obecnie ich najbardziej szkoda mi wyrzucać. Nie daję się nawet przekonać, że czegoś nie noszę od dawna. A jak będę tego szukać za chwilę?

Ubrania „po domu” nie są obarczone wspomnieniami, a jeżeli nawet, nie wywołują ich. Tutaj nie kojarzę niczego i stąd problem z pozbywaniem się ich.

Wiosna już przyszła i to pewnie nudny, i oklepany pomysł robić porządki w szafie, ale… Dopiero teraz doskwiera mi problem wspomnień związanych z ubraniami oraz fakt, że sporo rzeczy jest mi za duże.

A jak jest u was? Dużo macie schowanych perełek, z którymi na pewno się nie rozstaniecie?

Navigate