Project life – ostatnia próba dokumentowania codzienności

Wiem, że Project Life może wydać się już nudnym i oklepanym tematem. Nasunęło mi się kilka przemyśleń wraz z podejmowanymi próbami dokumentowania codzienności. Zbliża się też koniec roku a wraz z nim pora podsumowań planów.

Na blogu podejmowałam już temat, że nie potrzeba wydawać dużych pieniędzy, aby zacząć Project Life. Proponowałam Wam też kilka kart do wydrukowania. To były takie dwa momenty, kiedy zabrałam się za poważne dokumentowanie codzienności. Skoro grudzień jest tak magicznym czasem. Postanowiłam zmienić idee i połączyć dwie rzeczy w jedną. Okazuje się, że nie mam za wiele wydarzeń, które chcę dokumentować. Nie chcę do wielu rzeczy wracać i koniec.

Pierwsze kartki Project Life w trochę innej odsłonie

Gdyby nie fakt, że padł mój dysk zewnętrzny, zajęłabym się drukowaniem i składaniem albumu ze starych zdjęć. Obecnie zostają mi tylko wspomnienia, bo dysku nie udało się uratować. Niestety, szewc bez butów chodzi. Znalazłam jakieś zdjęcia na pendrivie, ale to za mało, aby rozpocząć album. Warto rozpędzać się do 20 zdjęć? Pogoda w tym roku też nie dopisała i nie nadrobiłam straconych zdjęć.

Moja strona tytułowa

Chyba ta strona zajęła mi najwięcej czasu. Miała to być strona, która od razu podpowie mi, co chcę w Project Life umieszczać. Właśnie, są miesiące, kiedy nie mam czego dokumentować. A w zasadzie – nie chcę. Lubię robić zdjęcia chmurom, ale już dzisiaj wiem, że za miesiąc nie będę mogła patrzeć na oblepione nimi kartki. Mieszkam w nudnej miejscowości, okolice już odkryłam, do kina za często nie jeżdżę… Co ja mam dokumentować?

project life

Jaki ma być mój album Project Life

Próbowałam też swoich sił z bullet journalem. Idea bardzo mi się podoba, w końcu chodzi też o dokumentowanie. Postanowiłam połączyć oba nurty dokumentowania w jeden. Np. plakat z filmu i krótki opis mówią mi więcej niż sam tytuł. Spisywanie przepisów nie porwało mojego serca. W tej kategorii wolałam przepis opatrzyć swoim zdjęciem niż ściągniętym. Okazało się, że chmury od czasu do czasu są fascynujące o ile, mają fajną historię czy ozdoby.

project life

Nie chcę tego za bardzo komplikować. Zgodnie z założeniami oryginalnego Project Life – uzupełnienie albumu powinno odbywać się w możliwie jak najkrótszym czasie. Jednorożce nie komplikują spraw.

Postanawiając połączyć dwa sposoby dokumentowania, na pewno w albumie będzie wiele rzeczy, które nie ujrzą światła Internetu. W szczególności sporo przepisów, zdjęcia to inna sprawa. Wolałabym zebrać przepisy w jakiegoś fajnego e-booka. Poza tym do albumu trafia sporo prywatnych rzeczy. Wyjazdy i zdjęcia z rodziną. Jeżeli spotkam jednorożca pochwalę się publicznie. Warto zostawić sporo rzeczy dla siebie. Mieć swoją prywatność.

Pierwsze strony albumu

Moje początki to trochę zaległych zdjęć, jednorożce i przepisy z puli pewniaków – czyli zawsze wychodzą. Te strony to też trochę wspomnień z wyjazdu. Szkoda, że pogoda nie dopisała i jest ich tak mało. W przyszłym roku muszę postarać się o więcej.

project life

Udokumentować wszystkie etapy przygotowań imprez

Moim drugim pomysłem na Project Life jest coś w stylu kawałków portfolio. Pomysły na dekoracje, ich wykonanie, proces ustawiania i tym podobne. Zauważyłam, że gubi się u mnie to wszystko. Chwalenie się wynikiem jest fajne, ale takie pokazanie procesu przygotowań daje lepszy obraz. Na obecnym etapie najpierw muszę się bardziej zaprzyjaźnić z aparatem, wtedy będę miała co wkładać do dokumentowania.

Jestem ciekawa, ile z Was ma problem z pomysłem co dokumentować. Nikomu z Was ani sobie nie wytykam nudnego życia.  Jak widzicie, ja nie bardzo chcę pewne rzeczy dokumentować. Nie bardzo widzę w Project Life zdjęcie mojego miejsca do fotografowania. Chyba że mam prześledzić proces zmian. Szczerze? To jest jedna z rzeczy, których efekt wolę w gotowym produkcie oglądać. W końcu, jeżeli coś z wypieków mi nie wyjdzie, nie robię zdjęcia. Tak samo jest z codziennymi zajęciami. Nie do wszystkiego chcę wracać, oglądając album.

  • Z takich nieoczywistych połączeń może wyjść zawsze coś ciekawego. Myślę, że warto spróbować. A co do zachowywania prywatności to zgadzam się, można pokazać odrobinę przy zachowaniu tego na czym najbardziej nam zależy. :)

  • Moja próba z Project Life i Bullet Journal nie wyszła, próbowałam i nie mam ochoty codziennie dokumentować, i codziennie pisać list, itp. Dlatego pomysł z połączeniem jest genialny! Sama na taki wpadłam dosłownie parę dni temu. Nie wszystko znajdzie się w moim PB+BJ, bo nie wszystko musi, chcę umieszczać tylko to co warto i do czego z chęcią będę wracać ^-^ Powodzenia w realizacji twojego pomysłu.

    • To codzienne pisanie, zmora. Dzięki. Zobaczymy, kiedy mi przejdzie. Mnie przerasta trochę drukowanie zdjęć.

  • Make Happy Life

    Podoba mi się to połączenie, z takich miksów zawsze wychodzi coś ciekawego, coś oryginalnego. Wytrwałości! :)

  • Doskonale Cię rozumiem – np. nie wszystkie swoje rękodzielnicze prace pokazuję na blogu. I mam też sporo rzeczy, których nie chcę sobie przypominać. Nie miałabmy chyba cierlpliwości do takiego codziennego dokumentowania rzeczywistości. Wolę chyba pisać tradycjny pamiętnik – wtedy, gdy najdzie mnie na to ochota.

    • Ale zauważ, że u mnie nie ma typowego dokumentowania codzienności. Ja bym bardziej powiedziała, że moja forma to pamiętni, jeżeli mam szukać (co z resztą jest dobrym pomysłem) polskiej nazwy. Jedyną różnicą jest to, że tutaj dodaję zdjęcia, nie tylko piszę. :)

  • Takie dokumentowanie rzeczywistości to fajny pomysł i przy okazji świetna pamiątka:) Niestety w gąszczu obowiązków niełatwo znaleźć czas na tego typu rzeczy…

    • Dlatego wolałam podejsć do tego tematu inaczej. :)

  • Ja zamówiłam ostatnio foto-książki na prezenty dla dziadków i wyszły tak świetne, że teraz planuję jeszcze zamówić taką naszą rodzinną, na pamiątkę :)

  • Podoba mi się ta idea :) I ta odmienna forma też. Dobrze, że odnalazłaś coś swojego ;)

  • Kreatywnie. I prawie w guście różnych dziwnych Adwentowych rzeczy :)

Navigate