„Social media START”, recenzja książki

Chciałam dodać książkę do zestawienia ulubieńców, napisać kilka zdań i odstawić na półkę. Czytałam poprzednie książki Tomka Tomczyka (niegdyś znany jako Kominek, obecnie jako Jason Hunt), ale dopiero ta, dała mi najwięcej do myślenia. Co prawda, nie jestem już osobą początkującą w świecie blogów i social media, ale stojąc na rozdrożu, warto zapytać kogoś o drogę.

We wcześniejszych publikacjach, też były wypowiedzi innych osób związanych z branżą. Dopiero teraz, miałam takie ukłucie zazdrości. Czemu mnie nikt nie zapyta o zdanie? Nie ma co ukrywać, nie jestem znaną osobą, a zwłaszcza w tych odpowiednich kręgach. Przecież wiele razy nawet chciałam wszystko, ot, tak po prostu, bez mrugnięcia okiem, skasować. Z której strony, by nie patrzeć, nie pokazałam się jako osoba, która coś osiągnęła. Nie na tyle „spektakularnego”, aby pytać mnie o zdanie.

Sami wiecie, ja nawet dzisiaj nie potrafię w pełni powiedzieć, o czym jest mój blog, jakie tematy tutaj znajdziecie… Z tego, co wiem, na bagnie, fundamentów nie da się zbudować. Pisanie o włosach, krzyczenie o przepisach, liźnięcie DIY, gdzieś próby przemycenia grafiki, matematyki i tym podobnych. Liczydło to za mało, aby policzyć tematy, jakich się tykałam. Czytając książkę, miałam moment zawahania, chciałam usiąść przed komputerem i nacisnąć „delete”. Po skończeniu książki postanowiłam nie podejmować pochopnych kroków, na początek wystarczy zmienić sposób rozliczania z wyznaczonych sobie celów.

Z celami jest różnie – na pewnym poziomie wyznaczam je sama sobie, w innych przypadkach życie podsuwa mi pomysły. Zdałam sobie sprawę, że pisząc, czuję się jak ryba w wodzie, określając siebie humanistką. Może i nie mam skończonej polonistyki, ale to nie znaczy, że nic nie wiem o słowie pisanym. Zawsze lubiłam zabawę językiem, świat metafor i tym podobne. Gdzie w tym miejsce na matematykę? A no nie ma go. Meczę się, idąc na przekór temu, co podpowiada mi serce. Z drugiej strony zupełne odejście od nauk ścisłych, też nie jest dobrym rozwiązaniem. Po lekturze są plany na połączenie obu dziedzin nauki. A DIY? Tak, wmawiam sobie, że jest przesyt tę tematyką.

Od Tomka dostałam do ręki mapę. Z początku wydawało mi się, że ja nie umiem jej przeczytać. Ogólniki, informacje, które już znam. Mając już blog i działając w social media posiadałam sporą wiedzę. Dałam się ponieść książce, a przede wszystkim momentowi wejścia na najwyższy szczyt i spojrzenia na całą wyspę. No dobra, na to wszystko, co z tego szczytu widać.

Olśnienie!

Teraz gdy to piszę, miałabym ochotę napisać Wam o wszystkich swoich planach. Czeka mnie sporo godzin pracy oraz nowe zakupy. Blog bez planu łatwo zacząć. Jak widać na załączonym obrazku, można to zmieniać, szukać, eksperymentować… Podobnie jest z social media. Projekt, który mam w planach, musi być takim wychuchanym, wypieszczonym dzieckiem. Czeka mnie dużo pracy pod znakiem zapytania.

Mam dokładnie sformułowane marzenie. Mam zaplecze merytoryczne, małe przemeblowanie, nowe zakupy, tona zapisków i realizacja. Zastanawiałam się w związku z tym, po co mam ciągnąć to co teraz, skoro chcę zaczynać od nowa (i się wygadałam, nic nie szkodzi). Tego, co mam, nie porzucę. Tutaj też są plany na rozwój. Małymi krokami, do realizacji wielkiego projektu.

Trzymam asa w rękawie. To, co osiągnę teraz, zaprocentuje podwójnie. Dzięki książce Tomka zrozumiałam, na czym chcę się skupić, jakie tematy zacząć poruszać na blogu.

Książkę „Social media START” możecie kupić tutaj. Ze swojej strony mogę powiedzieć – WARTO! Mapa jest zawiła, nie ma jednej drogi, GPS pogubi się, gdzie ma nas poprowadzić. Dla mnie to serce wyznacza odpowiednią drogę. Ja swoją znalazłam.

Navigate