Zakupy plastyczne i koszmary z dzieciństwa

Pomyślałam, że skoro wrzesień, ja wróciłam na stare śmieci, fajnie będzie po latach przetestować szkolne przybory plastyczne. Testy jeszcze trwają, ale już jestem przerażona.

Z pewnych rzeczy się nie wyrasta. Jako dziecko nie byłam fanką kolorowanek, zostało mi tak do tej pory i nie porwał mnie na nie swego czasu szał. Dopiero zaczynam, rozumieć dlaczego kiedyś byłam do nich tak sceptycznie nastawiona. Za czasów lekcji plastyki w szkole jedną z kar było dla mnie malowanie farbami. Długo wmawiałam sobie, że to z powodu bałaganu jaki malowaniu towarzyszy. Woda, farby, brudne pędzle. Jedyne czym lubiłam siebie i całe otoczenie brudzić to plastelina. Rzeźba była dla mnie od najmłodszych lat najfajniejszą formą wyrazu artystycznego. A tak spuszczając powietrze, ja lepiłam po prostu piękne rzeczy. Mam do tego talent.

Zakupy plastyczne szkolnych czasów

PLASTELINA

Tak naprawdę z plasteliną od najmłodszych lat się nie rozstaję. Nawet jeżeli jej dłużej nie używam, muszę mieć opakowanie w szufladzie. Kiedyś mnie to denerwowało, teraz rozśmiesza – lubię mieć plastelinę za paznokciami. Jak to będzie? Resztki surowca są wyrazem artystycznego oddania. Schodząc na ziemię, ja nadal lubię wszystko brudzić plasteliną.

zakupy plastyczne

KREDKI

Jedne z kredek są dość stare i jak widać, już trochę wysłużone. Co zabawne, dopiero teraz bardzo się z nimi polubiłam i zrozumiałam, dlaczego one są wodne. Podwójne kredki to produkt koszmarnego dzieciństwa. Kiepska pigmentacja, o blendowaniu można pomarzyć. Trwają testy, ale już mogę zdradzić, że jest sposób na wydobycie z nich ładnych kolorów. Kredki w opakowaniu są całkiem dobrze napigmentowane jak za cenę do 20 zł. Może ich łączenie do najłatwiejszych nie należy, ale i na to są sposoby.

zakupy plastyczne

FARBY I PĘDZLE

Malowanie można pokochać, ale… Zdecydowanie nie dzięki przyborom kupowanym na lekcje plastyki. Do farbek aż tak się nie mogę przyczepić. Jest kilka fajnych trików, które potrafią je uratować. Jednak to już osobna rozprawka. Pędzle to jakaś absurdalna pomyłka. Malowanie nimi przy kiepskich farbach – tylko jeżeli potrafimy się z tego śmiać. Ciężko mówić co jest w tych pędzlach złe, a do tego gubią włosy. W pewnym momencie wyciągnęłam nieużywane pędzle do makijażu i nimi malowałam. Można uzyskać bardzo fajne efekty, ale trzeba używać ich inaczej niż klasycznych pędzli.

zakupy plastyczne

PASTELE OLEJNE

Pamiętacie kredki świecowe? Dla mnie to kolejny koszmar dzieciństwa. Do czego one w ogóle miały służyć? Miałam (jeszcze mam, chomik) kredki takie pomiędzy zwykłymi a świecowymi. Z nimi bardzo lubiłam kolorować, ale reszta.

zakupy plastyczne

Jeszcze trochę podenerwuję się na zakupione rzeczy i zrozumiem, dlaczego ja tak bardzo jako dziecko nie lubiłam kredek i farbek. Myślę, że takie przybory mogą skutecznie w niejednym dziecku zabić artystyczny pierwiastek. Wiadomo, że nie kupuje się od razu profesjonalnych przyborów, bo dziecko ma się najpierw nauczyć. Ale chwilę! Niby na czym ma się uczyć?

Wzięłam sobie za punkt honoru nie kupować nic za więcej niż 20 zł, a jeszcze lepiej – zejść poniżej 10 zł. Kupowałam rzeczy najczęściej wkładane do plecaka szkolnego przez dzieci. Ciekawe w ilu dzieciach ta jakość zabiła kreatywność albo jeszcze zabije. Wiem, że jakość zmianie nie ulegnie i nie jestem zwolenniczką kupowania do szkoły przyborów z górnej półki, ale… Może warto kupić coś lepszego do zabawy dla dziecka, z dzieckiem w domu?

 

  • Jola, wiesz że zainspirowalas mnie do napisania podobnego postu o tym z czego korzystam na co dzień. Mam na myśli jakie przybory plastyczne wykorzystuje z córkami. Być może Cię zaskoczę,ale w podstawówce uczęszczałam na rzeźbę. Chciałam robić coś artystycznego po prostu. W pewnej chwili rzeźba kolidowala z treningami judo i postawiłam na sport ;) Obecnie chętnie testuje nowinki plastyczne: kredki,mazaki,pkasteline,gline, wszystko co wpadnie nam w łapki :)

    • Szkoda, że u mnie w podstawówce jedyne co było to kółko muzyczne albo coś sportowego. Jakiś czas śpiewałam. hehe… A na wpis w takim razie czekam. Ja już długo nic nie testowałam, teraz dopiero. Mam swoje sprawdzone przybory i się ich trzymam.

  • Z tą plasteliną, to dogadałabyś się z moim synem ;)

  • Kredki lubiłam za dziecka i dalej mi tak zostało. Za to za plasteliną nie przepadałam nigdy, mi te resztki za paznokciami bardzo przeszkadzają :)

  • Ale kolorowo! Pięknieeee!

  • A ja kredki pastelowe uwielbiałam. Wygrałam spory zestaw w konkursie, jaka ja wtedy była dumna :)

    • Ja nie napisałam, że nie lubię kredek pastelowych. Ja nie znoszę kredek świecowych, a to co innego.

  • W podstawówce miałam świetnego nauczyciela plastyki. Zawsze zachęcał nas do kreatywności („zostawcie pędzle w spokoju, spróbujcie malować palcami” etc.) i naprawdę nie przypominam sobie, żebyśmy malowali tymi ohydnymi kredkami świecowymi, za którymi do tej pory nie przepadam.

    • U mnie w podstawówce nauczycielka większy nacisk kładłam na muzykę. Nie ma się więc co dziwić, że człowiek się mógł zniechęcić.

  • Kredki świecowe to też mój koszmar z dzieciństwa. Totalna masakra ;)

Navigate