Bullet journal, każda kropka ma swoje miejsce w życiu

Zanim o bullet journal, warto wspomnieć o magii kropek. Już kilka lat temu miałam okazję trafić w jakimś sklepie na notes, który miał kropki. Brak kratek, linii czy czystej kartki wydał się dla mnie na tyle dziwny, że poszłam dalej, nie kupując notesu.

Nie pamiętam już, który to był rok. Na kursie z e-oceniania rozdawali notatniki właśnie z kropkami. Notes leżał chyba z rok, czekając na pomysł, jak to ugryźć. Kopki były nienaturalne. Przyznaję, że nawet nie bardziej wiedziałam, jak w nich pisać. Długo czekały na swoją szansę, nawet do zwykłego notowania.

Z rok temu przyszedł czas na kropki. Na początku podchodziłam do tego, jak pies do jeża. Próbowałam robić z nich kalendarz, jakieś systemy do prowadzenia bloga i portali społecznościowych. Po pierwszych problemach zaczęło mi się fajnie rozpisywać takie rzeczy w kropkach. Zauważyłam, że kropki sprawdzają się lepiej, są bardziej przejrzyste i łatwiej się notuje np. w tabelkach. Po różnych blogowych przejściach notes z kropkami stał się zwykłym notatnikiem.

Po kilku zapisanych kartkach zaczęłam zakochiwać się w kropkach. Teraz dziwnie pisze mi się na kartce w kratkę. Niby kratka wiele nie różni się od kropek – co to jest te kilka linii? A jednak różnica jest ogromna, a jeszcze większe możliwości dzięki kropkom.

Bullet journal

bullet journal

Z techniką bullet journal spotkałam się pierwszy raz u Kasi z Worqshop. Przyznam, że z początku trochę śmiałam się pod nosem z tego. Miałam od tylu lat notes w kropki i co to za filozofia?

Pisałam Wam nawet ostatnio trochę o tych moich dylematach, w poście gdzie możecie ściągnąć 3 plakaty. Tabelkę zrobiłam na tzw. zapas. W sumie dopiero przed końcem pierwszego tygodnia wpisałam wszystko, nad czym chcę pracować i… Zadałam sobie sprawę, że trochę źle podchodzę do nawyków.

Patrząc na to, co sobie wypisałam w tabelce, stwierdziłam, że ja nie chcę wyrabiać nawyków, a mam rozpisane cele na dany miesiąc. Ciężko jest mi mówić o nawykach, ja nie bardzo czuję to zagadnienie. Cele do mnie bardziej przemawiają, zwłaszcza w kontekście rozpisanych zadań. Chociaż może to też nie do końca ten nurt. W końcu ja to wyznaczyłam bez jakiegoś większego celu na koniec miesiąca. Po tym czasie nie będzie niczego bardziej spektakularnego niż kartka z różnie pokolorowanymi polami.

Tak, jak z oswajaniem się z organizacją nie idzie mi tak dobrze. Tak przy bullet journal i dokumentowaniu własnych osiągnięć zakochałam się po pierwszym tygodniu. Nawet dobrze się bawię, siadając do rozliczeń danego dnia. Kiedyś bardzo nie lubiłam takiego spisywania. Widzę już też efekty tych małych kroków na dany dzień. Może i nie mam codziennie wszystkiego zaliczonego, ale… Takie dokumentowanie, u mnie jako rozpisane cele, sprawia, że jestem bardziej produktywna i zorganizowana.

Navigate