Jest takie ładne określenie, że człowieka dopada niemoc twórcza. Praktycznie z dnia na dzień coraz trudniej zabrać się do działania. Wszystkie czynności – chyba zwłaszcza te najłatwiejsze – zabierają dwa razy więcej czasu.

Na początku października nadarzyła się okazja wyjazdu. Wraz z nim postanowiłam, że robię sobie taki prawdziwy (no prawie) urlop. Zaczęłam oglądać seriale o innych porach niż zazwyczaj. Pomyślałam, że to idealny moment na nadrobienie pisania postów, tak zupełnie na luzie – szkoda było nie złapać układających się w logiczne zdania myśli. Głównym założeniem było jednak odpocząć i spędzić czas z rodziną.

Prawie mi to wyszło! W głowie zaczęły układać się myśli, co powinnam zrobić po powrocie. W szczególności jak ugryźć blog i portale społecznościowe. I faktycznie wróciłam z nową energią i chęcią do działania. Przez pierwsze dwa tygodnie aż miło było patrzeć, jak znikają zadania z listy. Po tym czasie organizm powiedział STOP i nie umiałam się za nic konkretnego zabrać.

Na wyjeździe takie bezcelowe snucie się miało swój urok i faktycznie pomagało odpocząć. W domu, kiedy dopadł mnie spadek energii, szybko taki stan zaczął mi przeszkadzać.

W zasadzie nie mam żadnego spektakularnego punktu zwrotnego. Mój stan przedłużał się aż do Wszystkich Świętych, kiedy to zresztą miało być już pokazane moje nowe miejsce. Podczas weekendu miałam wrażenie, jakby ktoś wylał na mnie kilka kubłów z lodowatą wodą. Nagle wiele spraw mi się ułożyło i zrozumiałam, skąd ta moja niemoc często wynika – z przeszłości. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale czasami nie jesteśmy sami sobie winni za stany zniechęcenia do działania.

Wróćmy jednak do tych okresowych spadków formy, bez grzebania się w przeszłości,chociaż to niełatwe. Czasami nawet najlepsze techniki nie pomogą, kiedy mamy jakieś nierozliczone sprawy. Miało być optymistycznie, więc czas na kilka pomysłów które, choć na chwilę potrafią pchnąć do działania.

Kiedy nic nierobienie przeszkadza jeszcze bardziej

  • Dzisiaj rozpoczęte, dzisiaj skończone

Takie oszukanie siebie. Coś zajmuje nam niewiele czasu np. posprzątanie szuflady i od razu widać efekt. Dla mnie nie tylko ważne jest, aby zajęło to mało czasu – ja muszę widzieć efekt. Czasami warto mieć kilka takich małych projektów w ciągu dnia. Zobaczenie na drugi dzień efektów motywuje do pracy nad kolejnymi projektami, często większymi.

  • Duże (małe) oczekiwania

Warto w stanach spadku energii brać się za naprawdę małe zadania. Takie pierdoły. Warto też dobrać je tak, aby nie było ich za wiele na liście. Z drugiej strony, jeżeli zbyt wiele dni robimy tylko takie małe zadania, możemy doprowadzić do pogłębienia stanu niemocy. Chyba że są częścią dużego projektu.W innym wypadku potrafią zaszkodzić, zamiast pomóc.

  • Ruch, podobno lekarstwo na wszystko

Podziwiam osoby, które nie mają problemu nie tylko z rannym wstawianiem,ale jeszcze do tego ćwiczeniem o tej porze dnia. Faktycznie każda aktywność fizyczna wpływa na mnie pozytywnie, choć w różnym stopniu. Obecnie stan zdrowi nie pozwala, ale… Najwięcej energii do działania miałam po treningu, który zostawiał po mnie mokrą plamę na podłodze. Inne aktywności też dają efekty (choć trochę mniejsze), ale ciężko mi się ostatnio zmusić do jakich kol wiek.

  • Inaczej niż zwykle

Kiedyś do pisania lubiłam umiarkowaną ciszę. Teraz pomagają mi się skupić odgłosy płynące z ulicy. Jeszcze do niedawna wolałam trzymać laptop na kolanach, kiedy pisałam. Teraz trzymanie go na stoliku pomaga lepiej wyrażać myśli. Warto coś zmienić. Może drogę, którą codziennie przemierzamy – o ile zmienić ją możemy. Może coś nowego ugotować.

  • Odpoczynek

Warto szukać swojego sposobu na odpoczynek. Przez ten ostatni miesiąc często łapałam się na tym, że jednym z moich problemów niemocy jest nieumiejętne odpoczywanie. Ważny jest też czas, ale dopóki nie wiemy, kiedy odpoczywamy najefektywniej, zawsze będzie go za mało.

Ja zaczęłam od próbowania dawnych sposobów na spędzanie czasu. W końcu stanęło na tym, co teoretycznie umiem, ale zmieniłam technikę. Potrafię tworzyć frywolitki na igle, ale czółenko jest dla mnie pewną nowością. I chociaż boli mnie ręka od trzymania nici, to nawet 10 minut zabawy potrafi zdziałać cuda.

  • A może przyczyna jest bardziej złożona

Kilka sposobów na pokonanie niemocy, aby zatoczyć koło. Czasami ta niemoc może być spowodowana robieniem czegoś, co nawet w marzeniach nie daje nam efektu. Czasami może być spowodowana wydarzeniami z przeszłości. Czasami bierze się właśnie z nieumiejętnego odpoczywania. Może nawet brać się z samotności w działaniach, mimo że wolimy robić coś w pojedynkę.

Okazuje się, że nic nie pomoże, dopóki nie poznamy siebie. U mnie organizacja, nie pomogła. Trochę lepiej działa wyjazd, ale taki zupełnie bez pracy – tylko to chwilowy zryw, a potem powrót do rzeczywistości i dalej stan niemocy. Nie chcę tutaj przedłużać, ale zmierzam do tego, że najlepiej próbować. Warto sobie spisywać spostrzeżenia. Za rok możemy nie pamiętać, że taka długość np. wyjazdu nie przyniosła oczekiwanych skutków.

Prawdziwy problem pojawia się w momencie, kiedy ten stan trwa za długo i żadne sposoby jego pokonania nie dają efektów. Wtedy warto poszukać pomocy u specjalisty. Ze swojej perspektywy mogę powiedzieć, że to tylko z pozoru łatwe rozwiązanie. Sama szukałam specjalisty, ale fakt dojeżdżania 50 km w jedną stronę raz w tygodniu, pogłębia mój stan niemocy. Nie poddawałam się, sprawdzałam dojazd autobusem, ale na to lepiej spuścić kurtynę milczenia. Ja niestety mogę obecnie tylko pozazdrościć innym, bo jest jeszcze kilka punktów, które równie ciężko przeskoczyć, jak dojazd, ale… Jeżeli macie możliwość, nie zwlekajcie z szukaniem pomocy u specjalisty.