Ostatnio raz skaczę z radości, raz jestem na siebie wkurzona i czuje się zagubiona. Wszystko przez moją artystyczną duszą i niechęć do odpuszczania. Wspominałam już (pewnie nie jeden raz), że mam w planach otworzenie sklepu. Chcę dzisiaj opowiedzieć o tym więcej i o tym, po co to wszystko.

Zagubienie z powodu zbyt wielu zainteresowań

Kto jest ze mną dłużej, poznał wiele dróg, po jakich chodziłam. Na wiele ścieżek nie zbaczała, bo najnormalniej w świecie się tego bałam. W całej swojej opowieści zostanę przy blogu, bo łącząc to z życiem, powstałaby dość gruba książka.

Nie skłamię, jeżeli napiszę, że z blogiem „na poważnie” jestem związana od 9 lat. Patrząc z perspektywy czasu, powinnam dostać jakieś specjalne odznaczenie za najmniej zdecydowaną osobę. Swoją tematykę wybierałam drogą eliminacji, dopóki zostało, to co w danej chwili najlepiej pasuje. Na swoje nieszczęście potrafiłam z dnia na dzień zapomnieć o tym, co sprawiało mi przyjemność chwilę wcześniej i iść inną drogą. W tamtych czasach nie spróbowałam nawet ze sobą połączyć kilku rzeczy. Wierzyłam w przekaz, że to bezsensu.

Jednak pozwolę sobie nawiązać do życia. To właśnie w tym realnym życiu dostawałam sygnał, że skoro coś wybrałam, mam się tego trzymać. Zbyt częsta, zbyt szybka zmiana była uznawana za słomiany zapał i faktycznie sama w to wierzyłam. Znowu zbyt, ale jednak zbyt często powtarzane kłamstwo staje się prawdą.

Przez wiele lat wierzyłam, że ja faktycznie do niczego się nie nadaję. Przez ten mój brak zdecydowania nie miałam konkretnego, namacalnego wsparcia.

Kiedy już niby teoretycznie (dzisiaj już tak mogę powiedzieć), wiedziałam, jaką drogą chcę iść, napotykałam na ścianę. Zaczęłam w końcu jakieś tam wsparcie dostawać w tym blogowym życiu, ale dość znikome porównując to do realnego życia, choć nie mojego. W pewnym momencie zaczęło być mi wstyd, a nawet chciałam przepraszać (choć może błędnie piszę w czasie przeszłym, kto wie), że mną nie można się pochwalić. O innych można powiedzieć wiele, a do opisania mnie nawet jedno zdanie to zbyt wiele.

Już nie napiszę w czasie przeszłym, to nie w porządku w stosunku do samej siebie. Uważam, że potrzeba jeszcze dużo czasu, aby wszystko zaczęło się układać. I nie, samo się nie zrobi! Blog przybrał nową szatę graficzną. Ja zyskałam odwagę na pisania na eksperckie tematy oraz łączenie ich z artystyczną drogą. Nawet tworze po cichu portfolio z fotomontażami. Ten internetowy świat staje się oficjalnie jedną z moich oficjalnych prac. Może trochę na nieszczęście, ale jest to tak samo stabilne, jak każda inna praca w dzisiejszych czasach.

Zrobiło się trochę sentymentalnie. Już otwieram szafę i mówię do rzeczy.

#Magiczna Biżuteria

Pomysł na sklep z rękodziełem, tak przy okazji poważnych tematów, kiełkował mi w głowie od jakiegoś roku. Wygrywał jednak do dzisiaj strach, że przecież to się ze sobą nie łączy.

I można mi zarzucić, że biżuteria to nie ta droga, bo sama jej mało na zdjęciach pokazuję, ale… Z początku ja się nie chciałam pokazywać na zdjęciach, więc nie było jak tej biżuterii eksponować. Kiedy nastąpiło przełamanie, zapomniałam o kuferku pełnym skarbów.

Kiedyś nie wyobrażałam sobie wyjścia z domu, nawet siedzenia w domu bez biżuterii. Chociaż te kolczyki na uszach, których może i nie widziałam, ale czułam na szyi. Dawało (nadal daje, znowu ten czas przeszły) mi to poczucie wyjątkowości. To nic, że miałam (mam) na sobie dres, siedzę przed monitorem i grzebię w kodach – nie czuję się (wreszcie odpowiedni czas) jak informatyk rodem z dowcipów. Nawet artyści tworzący fotomontaże nie są zawsze pokazywani w świetle, w którym chcemy siebie widzieć, ale… Ta biżuteria, tak wyjątkowa, daje magiczne moce.

Szare kolczyki z delikatnie połyskującą srebrną nitką.
Beżowe kolczyki.
Biało – czerwone kolczyki.

Dzisiaj oficjalnie zdradzam pomysł i pokazuję, te jakby medaliki, które dodają magicznej mocy. I to działa nie tylko, kiedy pracujemy przed monitorem przy jakichś kodach, tabelkach. Unikatowa, ręcznie robiona biżuteria jest kopem do działania w każdym momencie. Ona każdej z nas doda wyjątkowości i dodatkowej mocy. W takich kolczykach, czy bransoletce nawet sprzątanie idzie dwa razy szybciej i jest przyjemniejsze.

Ruszyłam z kopyta i nawet przeciwności losu – typu nieznanie systemu – mnie nie powstrzymają. Od czego jest mail? To zawsze pewny kontakt.

A jeżeli coś będzie nie tak, z czymś sobie nie będę radziła i tym podobne problemy? Powstanie więcej biżuterii do sklepu, bo właśnie tak najlepiej jest mi wyładować złe emocje i odpocząć.

Zapraszam na zakupy!