Kiedy zaczęłam swoją blogową przygodę, myślałam, że nowy rok, to faktycznie nowy rozdział życia. Z tym mały błędem – kończyło się na myśleniu. Zawsze miałam marzenia, plany, pomysły w głowie. Ten teoretyczny „nowy początek” zostawał tylko w mojej wyobraźni. Dopiero w 2017 roku zaczęłam rozumieć, jakie błędy kiedyś popełniałam.

Oo czego zacząć nowy rok

Piszą podsumowanie 2017 roku, wspominałam, że nie byłam fanką takiej formy zamykania roku. Zmianę cyfry w dacie – standardowo –zaczynałam od noworocznych postanowień. Jednego roku nawet zapisałam je na kartce, aby o nich nie zapomnieć, ale… Złapała mnie rzeczywistość znudzenia,braku czasu, przemęczenia (od początku roku) i tym podobnych wymówek. Nastarcie miałam założenie, że skoro rok temu nie wyszło, czemu w tym roku ma byćinaczej?

Podsumowanie (nie tylko) roku

Moim błędem zawsze było podejście – rok zmienił cyfrę, trzeba zrobić grubą linię i już więcej nie wracać do tego, co było. Po prostu postarać się zapomnieć i zacząć od nowa. Pytanie tylko na jakim fundamencie. Czy warto budować kolejny domek z kart?

Po napisaniu podsumowania na blog zaczęłam jeszcze raz analizować kilka pytań:

  • Co udało mi się osiągnąć (zrobić) w ciągu ostatniego roku?
  • Jakie momenty minionego roku zapisały się mocniej w mojej pamięci?
  • Co mogło pójść lepiej w ciągu minionych 12 miesięcy?
  • Co było stratą czasu?
  • Co przysporzyło zmartwień i stresów?
  • Co możemy sobie odpuścić a co oddelegować komuś (poprosić o pomoc)?

Wiem, że te pytania są powielane po raz tysięczny, ale… Myślę, że warto je sobie powiesić w widocznym miejscu. Bo nawet np. końcówka stycznia może być odpowiednim momentem na podsumowania tego, co było. Kto powiedział, że trzeba to robić już teraz?

A może warto odpowiadać sobie na te pytania wraz z każdym nowym miesiącem? W tym roku mam zamiar właśnie takie rozliczenie wprowadzić. Za często się gubiłam w 2017.

Bo wolę coś kończyć, niż zaczynać

W tym roku postanowiłam, że trochę pobujam w obłokach i napiszę podsumowanie 2018 roku. Tak, nie pomyliłam cyferek! Cele i postanowienia nie biorą się znikąd. Chyba że nie chcemy nic w swoim życiu zmieniać i wystarcza nam to, co mamy.

I tak zaczęłam podsumowywać rok 2018. Dałam się ponieść wyobraźni i zaczęłam pisać, jak będzie wyglądać moje życie. Codzienność. Relacje z innymi. Gdzie udało mi się wyjechać. Jakie osiągnięcia mam na płaszczyznach, nad którymi pracowałam (będę pracować w 2018).

Tworzenie podsumowania za rok, który dopiero się rozpoczął, jest trochę trudne. Ciężko jest mi pisać bardzo konkretnie. Wcześniej nie robiłam nawet za miniony rok podsumowań.

ONE LITTLE WORD

Pierwszy raz swoje słówko znalazłam – w zasadzie ono mnie znalazło – w 2015 roku. Wtedy nawet zaszalałam i wygrawerowałam je sobie na medaliku, który przyczepiłam do bransoletki. Podchodziłam wtedy sceptycznie do siły tego słowa. Były momenty, kiedy dość boleśnie przekonałam się o jego mocy.

W tym roku z większą uwagą wybierałam słowo. Dałam sobie czas na analizowanie, tłumaczenie, wybór języka, w jakim je zapiszę oraz przespanie kilku nocy z wyborem. W tym roku padło na słowo GROW.

Nauczona złymi doświadczeniami, wzięłam kartkę do ręki i zaczęłam spisywać, gdzie konkretnie mogę je w życiu wykorzystać. Do jakich aspektów w życiu będę je wykorzystywała. Co mogę zrobić, aby słowo mogło działać a ja wraz z nim.

Wygrawerowana bransoletka czy jakiś inny gadget z naszym słowem to świetna spawa, ale… Ja więcej na żywioł nie dam działać swojemu wyborowi. Kiedyś nie precyzowałam, kiedy słowo ma mi pomóc, gdzie działać. Dałam się ponieść i podpisywałam wszystko na żywioł.

W tym roku mam już wstępny zarys. W przygotowaniu również visionboard. W 2017 roku tylko się upewniłam, że obrazy działają na mnie lepiej, niż spisane słowa.

Cele i postanowienia na nowy rok

Przyznam, że pisząc te słowa, jeszcze uczę się pracy z celami. Może stąd tyle teorii? Przecież nie ukrywam, że jeszcze do niedawna podśpiewywałam się z podsumowań, celów, planowania.

Moje błędy w planowaniu celów:

  • Jestem zdecydowanie zbyt hojna dla siebie. Skoro papier jest cierpliwy, wypisuję wszystko, co przyjdzie mi na myśl. Potem kartka do szuflady i niech rok sobie płynie.
  • Mam tendencję do skupiania się na jednym obszarze życia. Reszta sama się ma poukładać.
  • Wracając do 2015 roku, zapisywanie jest niepotrzebne. Przecież zapamiętam.
  • Kiedyś ostatecznym terminem realizacji był 30 grudnia. Skoro wyznaczałam sobie takie ogólniki.

Moje plany na 2018 rok

Ciężko mi się dzisiaj zdeklarować się, czy poniższa lista jest skończona. Chcę rozliczać siebie – jak z podsumowania roku – na koniec każdego miesiąca. Wtedy łatwiej zauważyć, że coś nie idzie w dobra stronę i to zmienić lub odpuścić.

  • Wrócić do pisania tekstów na blog, które czegoś uczą.
  • Udowadniać, że nie mając talentu, można tworzyć dzieła sztuki.
  • Nauczyć się pracować w blokach czasowych.
  • Kilka umiejętności podszkolić, np. fotografię. Kilku nowych rzeczy się nauczyć np. jakiegoś języka obcego – obecnie uczę się 3, prawie jednocześnie.
  • Stworzyć fajne produkty.
  • Posprzątać na blogu. W tym zadbać o archiwum.

Jeszcze na początku zeszłego roku uważałam powyższe teksty i im podobne, że to takie powtarzane co roku banały. Aż człowiek miał ochotę przespać styczeń, aby nic z tego do niego nie dochodziło.

Popełniałam tylko jeden błąd – wcześniej nie sprawdziłam na swojej skórze tych oklepanych tekstów. Umieć je wyrecytować w środku nocy, nie oznacza znać w praktyce.

Dzisiaj powtarzam już do znudzenia, ale sama byłam do niedawna przekonana, że to wszystko, to tylko puste słowa. Na wyznaczanie i spisywanie celów mogą pozwolić sobie tylko ludzie, co już coś mają i chcą to rozwijać. Co może zrobić osoba, która nic nie ma? Wbrew pozorom, bardzo dużo.

Jestem ciekawa jak Wy, podchodzicie do tych oklepanych tekstów. Śmiejecie się, jak ja kiedyś, testujecie i dostosowujecie do siebie? A może wolicie przespać styczeń i tego nie słyszeć?